25.07 – piątek
Tym razem kształt mojego urlopu stanął pod znakiem zapytania z kilku powodów… Wymyśliłem sobie mianowicie, że jako iż to nocna zmiana, wezmę ostatnią noc wolną (z czwartku na piątek), co sprawi, że spokojnie w czwartek po pracy się wyśpię i w piątek rano ruszę do Polski zwiedzając po drodze 2 miejsca, przez 2 dni – Lipsk i Drezno (w Dreźnie już wprawdzie raz byłem ale było wtedy jakieś, nie wiem, -10 stopni XD a to nie jest temperatura w której przyjemnie się spaceruje). Mogło się to nie udać, bo prawie nie dostałem tego dnia wolnego (a wcześniej jeszcze naprawy samochodu zakończone dosłownie dzień wcześniej, że o problemach z zębem nie wspomnę…). A jednak – w piątek rano mogłem ruszyć! I od razu, jeszcze na ulicy obok, fotoradar zrobił mi zdjęcie :/ Zawsze się tam pilnuję, a tego dnia nie wiem, trochę stresu przed wyjazdem i taki efekt… Popsuło mi to podróż na jakieś 200km ;) (dodatkowo stres, że pewnie za parę dni przyjdzie, a mnie nie będzie i może nie opłacę w terminie i co wtedy… w końcu się jednak jakoś uspokoiłem, że przecież chyba każdy może mieć urlop /mandat przyszedł, nie aż tak szybko i mniejszy niż się spodziewałem ;) /). Jak już się z tego zdjęcia otrząsnąłem, droga poszła dosyć ok. Do zaparkowania wybrałem sobie w Lipsku parking Park & Ride „Am Messegelände” – żeby było jak najbliżej z autostrady A14. To pewnie był dobry wybór, lecz aby mi było wygodnie, stanąłem sobie blisko S-Bahna (i to pewnie był już gorszy, ale do tego wrócę później). Parking jest darmowy i ogromny, jest też toaleta nawet ok (korzystałem raz, następnego dnia rano, płatna chyba 0,50€ czy jakoś tak). Jeśli chodzi o bilet na komunikację, to mają aplikację, m.in. z taką funkcją, że wsiadasz – posuwasz, wysiadasz – posuwasz ponownie i nic więcej nie musisz robić, bez sprawdzania taryf, przystanków itp., na koniec dnia apka sama oblicza najkorzystniejszy bilet. Ponieważ uważam, że korzystanie z komunikacji miejskiej w XXI wieku właśnie tak powinno wyglądać, więc mimo niepewności, zdecydowałem się właśnie tak skorzystać! Tylko jeden minus – płatność można (i trzeba) dodać dopiero po tym pierwszym sunięciu, więc jest to mało wygodne. Z tego też powodu podałem PayPal, bo najszybciej… ale trzeba było jednak kartę kredytową, bo z PayPala tak jakby za każdy przejazd „blokowali” mi 5€ :P Finalnie faktycznie pobrali tylko za jeden bilet całodzienny, ale wyglądało to dziwnie i niepewnie i meh, z kartą płatniczą byłoby pewnie lepiej. No nic, dotarłem do miasta i co mogłem zwiedziłem, rozważałem Panometer, Muzeum Stasi – wszystko to ciekawe ale czas nie jest z gumy, rozważałem jeszcze inne tego typu atrakcje ze wstępem… ale jeden dzień to nadal dość mało by wszystko poodwiedzać, pogoda była piękna (choć wróć – przez jakiś czas padało :P ale potem znów się rozpogodziło), więc odpuściłem wszystko ze wstępem (a żeby się np. do Panometer pójść opłacało, to uważam że musi być fajna tematyka, katedry oglądać za kilkanaście € to jednak nie dla mnie ;) ale bywają super-ciekawe tematy). Tu i tam pojeździłem, tam gdzie wygodniej było, to szedłem… na koniec dnia zachód słońca pod Pomnikiem Narodów – było pięknie! Ten pomnik chyba podobał mi się najbardziej, mówią, że wygląda trochę „azjatycko” ;) nie wiem, ale na pewno jest bardzo fotogeniczny! No a potem wróciłem do samochodu i w sumie planowałem ruszyć już w dalszą drogę, bo wprawdzie parking duży i pusty, ale jakoś mi było dziwnie tam spać… A tu niespodzianka – samochód nie reaguje na pilota :( Nic to – mam zapasowego w bagażu – otwarłem kluczykiem nie bacząc na migające światełka (Boże, dzięki ci że wyłączyłem syrenę alarmu lata temu, zanim zgubiłem od niej oba kluczyki :D bo inaczej nie byłyby to tylko światełka…), wygrzebałem drugiego pilota – a ten też nic! Ooo, Panie, grubo, tu już mi ciśnienie skoczyło… Miewałem takie problemy już wcześniej, a i owszem, ale zawsze tylko krótko po odłączeniu akumulatora lub kiedy bateria pilota była słaba, a tym razem nic z tych rzeczy. No albo padło dokumentnie albo ja nie wiem. Oczywiście w takim stanie nie zapalę samochodu… Ale po wielu próbach chyba udało mi się go normalnie otworzyć (to znaczy pilotem, to znaczy też nie normalnie, bo po wielu próbach ale w końcu zareagował). Wyczerpałem się psychicznie (i nie powiem, że nie obawiałem się zupełnie czy w ogóle teraz ruszę), więc postanowiłem, że jednak tu śpię (a jak nawet ruszę – przez resztę drogi nie używam pilota!). Tak też zrobiłem i było spoko (w międzyczasie zapytałem Gemini o co kaman i poza mrożącymi krew w żyłach przyczynami, jak rozkodowanie kluczyka /ale dwóch?!/, jedną z opcji, choć mniej prawdopodobną, mogły być zakłócenia elektromagnetyczne… a ja właśnie myślę, że to była przyczyna, ta bliskość torów czy nawet czegoś innego, bo od wtedy problem się nie powtórzył, także kolejna nauka: nie parkować zaraz obok przewodów elektrycznych i innych zakłóceń elektromagnetycznych :P ). Można powiedzieć, że się wyspałem ;) A przygotowany byłem – wziąłem nawet śpiwór, w końcu jednak nie był mi potrzebny (było dość ciepło). Czego natomiast nie przewidziałem, to że na 2 dni powerbank 10.000mAh to może być trochę mało… A przecież mam starter do auta będący też powerbankiem 20.000mAh, dlaczego go nie wziąłem?! :[ (ok, miałem też maleństwo 5.000mAh w rezerwie ale no jednak musiałem się ograniczać). Nauczka na przyszłość: nocowanie w samochodzie = powerbank 20tyś. – obowiązkowo, zawsze!
26.07 – sobota
W niepewności nastawiłem kolejny cel, pewien parking darmowy, jednak blisko centrum Drezna i ruszyłem – zapaliłem bez problemu, no to kamień z serca ;) Dojechałem, a tam leje, w dodatku parking okazał się zamknięty, bo tam jakieś wydarzenie akurat się odbywało… Zawsze to trochę problem na szybko szukać czegoś innego (zwłaszcza jadąc XD nie no, taki żarcik, oczywiście zatrzymałem się w jakimś ubocznym miejscu, aczkolwiek też tam nie bardzo długo mogłem stać, nie mówiąc już o tym, że bardzo nie chciałem gasić silnika, na wypadek gdyby… no wiecie… immobiliser znowu zwariował w jakiś nieprzewidziany sposób…), znalazłem inny, już tam trudno jeśli nie darmowy, ruszyłem… a tam też jakieś coś tam… chyba miejsc nie było… Jadę więc wolno dalej, nie wiadomo gdzie, i zadałem sobie pytanie czy ja w ogóle chcę chodzić po tym Dreźnie kiedy tak pada i miasto wygląda okropnie? (ono jest szare, zwłaszcza kiedy pada). Przecież byłem tam już zimą, atrakcja miała być w tym, że teraz pospaceruję nad rzeką i po ogrodach pałacowych, ale przy pogodzie! (a nie wtedy ledwie, bo w mrozie, a teraz ledwie, bo po deszczu…). Szybka decyzja: nie Drezno, jadę do Pirny! W Pirnie jest Muzeum DDR (czy NRD jak kto woli ;) ), do tego nie trzeba pogody i dzień nie będzie stracony, bo i tak chciałem kiedyś je zwiedzić! Tak też zrobiłem :)
Muzeum ma swój parking ale ja stanąłem pod pływalnią (ten parking był sugerowany jako parking na zwiedzanie miasta także), nie było to daleko, więc mimo deszczu nie zdążyłem zmoknąć (spod muzeum musiałbym i tak odjeżdżać, a też nadal nie chciałem ruszać i przeparkowywać jeśli to nie było absolutnie konieczne). Dobrze zrobiłem, bo wszystkie miejsca pod muzeum były i tak zajęte ;) Muzeum jest ciekawe i warto było zwiedzić, ale mam dwie uwagi:
1.) Dodatkowe 1€ do biletu za pozwolenie robienia zdjęć na użytek prywatny, to lekkie przegięcie. To nie majątek ale chodzi o sam fakt – nigdzie nie ma takich wymysłów żeby za zdjęcia na własny użytek trzeba było płacić…
2.) To naprawdę sprytne, że wnętrza praktycznie nie trzeba remontować, a i tak pasuje! :D Pasuje, bo jest staroświeckie, tak jak eksponaty :D (uwaga: w WC też się można poczuć jakby się cofnęło o ileś-dziesiąt lat :D ).
Z muzeum wyszedłem około 15:00 no i teraz pytanie: co jeszcze? Wiedziałem o Zamku Pirna-Sonnenstein, miejscu pamięci akcji T4 – tylko to kawałek drogi, a z buta czy zdążę? Rozważałem nawet gdzieś tam podjechać, ale nie byłem pewien, czy trafię, czy się gdzieś nie wcisnę gdzie bym nie chciał, na jakiś dziwny parking… No ale jest 15:00, latem do 17:00 otwarte, jak za pół godziny dojdę, to jeszcze trochę czasu, nie? Szkoda byłoby nie zwiedzić, wejść można za darmo, więc nawet na chwilę to żadna strata… idę! Poszedłem, doszedłem, zwiedziłem, miejsce ciekawe (jak wszystkie tego typu dla mnie), tylko… za dwadzieścia siedemnasta pracownik prosi mnie o wyjście – wtf?! Tak byłem zaskoczony, że nic nie powiedziałem, porobiłem tylko zdjęcia kilku ostatnim tablicom do doczytania w domu (po tych zdjęciach widzę, że nawet było jeszcze wcześniej – 16:37!). Ja rozumiem za piętnaście uprzejmie przypomnieć zwiedzającym że zaraz zamykają, ale wprost prosić o wyjście 23 minuty przed oficjalną godziną zamknięcia, to chyba jest przegięcie?! Nie omieszkam wystawić odpowiedniej opinii na Google Maps, bo jeszcze tego nie zrobiłem ;) Potem zwiedziłem jeszcze trochę miasteczko, przed ratuszem był jakiś mały koncert, zjadłem sobie także lody tym razem dla odmiany w starym stylu – nie szukając za bardzo opinii o najlepszych ;) i były smaczne, ale znowu – chyba przypadkowo trafiłem na lodziarnię, która i tak miała niezłe opinie ;) W dalszą drogę ruszyłem tak, żeby jeszcze do Lidla i Netto zdążyć, bo wiadomo – mam swoje przyzwyczajenia spożywcze i by mi w Polsce brakowało :D (no i w rezultacie musiałem odwiedzić 3 sklepy Netto, bo mojej coli już nie było :/ ale jest lato, nie chciałem kupować wcześniej żeby mi dwa dni na słońcu w aucie stały, no ale choć pod lekką presją czasową, zdążyłem i ok).
Kosztów nie ma sensu liczyć, bo jakiś tam lekki objazd wprawdzie zrobiłem, ale w Polsce też nie zmierzałem od razu do domu jechać, więc jakoś tak to wszystko ładnie się zgrało, że ciężko tu nawet mówić o kosztach ;) No wstęp do muzeum w Pirnie kosztował 11€, kupiłem też widokówkę w Lipsku, nie pamiętam za ile… i tyle ;) [Edit: widokówka kosztowała 1,20€ czyli strasznie drogo :P ale jest też jakaś taka z takiego papieru specjalnego ;) ].
Zdjęcia Lipsk:




Zdjęcia Pirna:




Dark TT
Twenty Ten