Uwaga! Kończę bloga!

…żartowałem :D tzn. nie do końca, bo faktycznie znów się przenoszę… Już niedługo strona zmieni adres.

Od pewnego czasu noszę się z planem przeniesienia bloga na darmowy hosting, i tak już niezbyt często piszę, mało kto w ogóle mnie czyta ;) skąpy jestem, to po co przepłacać :D Znajdę coś darmowego.
Chociaż szczerze mówiąc, to parę razy już też myślałem o tym żeby usunąć bloga. Tzn. tak jak wielokrotnie pisałem – pisać będę już zawsze ;) tylko czasem myślę czy to nie nadszedł czas żeby już pisać tylko na dysku i tylko dla siebie… No co tu dużo mówić, od pewnego czasu czytam swojego bloga od początku wyłapując co ważniejsze… i czasem mi strasznie wstyd :D myślę że to należałoby jednak ukryć ;) Albo zostawić tylko najważniejsze notki… albo coś. Albo ukryć wszystko i udostępnić tylko na konkretne prośby (i tylko to co najważniejsze), albo jakoś tak… Na razie jednak pewnie jeszcze zostawię całość tylko muszę pomyśleć jak to ugryźć. I to szybko, bo domena wygasa 21.09… hosting wygasa za pół roku i początkowo chciałem pociągnąć domenę dłużej niż hosting – ale nie za 110zł za rok! ee, nie, to jednak się zwinę wcześniej ;) Plan jest taki, że albo znajdę darmowy hosting i przeniosę wordpressa tak jak jest (jakoś :P ), albo nawet migracja wordpress->blogspot (ale to może być jeszcze trudniejsze). Jak się na coś zdecyduję, edytuję notkę.

Na samym blogu mam trochę zaległości, kilka podróży jeszcze do opisania… stanie się to, tylko nie wiem kiedy ;)

Edit (3.09): Nowa domena, która albo już jest albo dopiero będzie aktywna wygląda tak: wendigo-blog.com.pl – dodanie jedynie „.com” w środku sprawiło, że domena kosztuje jedyne 15,90zł, a tyle jeszcze mogę wydać ;) Więc póki co, resztę zostawiam, zmieni(ła) się tylko domena i to tylko nieznacznie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Jeden komentarz

Nowy endokrynolog

Dawno nie pisałem tak o życiu… ale może zacznę od leczenia jednak, bo jeszcze nawet o tym nie napisałem. A mianowicie w zeszłym roku zmieniłem endokrynologa. Nie żeby coś z poprzednim było nie tak, tylko no – odległość… Mieszkam w dużym mieście, a musiałem godzinę (50km) dojeżdżać do innego, tak jakby u mnie nie było endokrynologów ;) nie mówiąc już o tym, że z parkowaniem tam też było ciężko: albo musiałem zapłacić, a i tak nie był to wygodny parking, albo iść kawał drogi… no i czas oczekiwania w poczekalni w ostatnich latach to już też był naprawdę nieznośny… Teraz… no raj po prostu: mam lekarza 1200m od domu, więc mogę pojechać rowerem, a nawet się przejść jakby trzeba było. Chodzę też tam na zastrzyki, bo po pierwsze mogę o każdej porze (więc też po południu jak mam akurat pierwszą zmianę), a po drugie myślę i mam nadzieję, że tam zawsze będzie ktoś, kto wie jak robić takie zastrzyki… Jak dotychczas (cztery razy) robiła mi ta sama kobieta, taka sympatyczna i wesoła (zawsze pyta: „z prawej? lewej? po środku?” :D ) i robi dobrze. Już przy pierwszym zastrzyku jak zaczęła, od razu mówię: „Dobrze, że pani wolno robi…” – nowym zawsze wolę to podkreślić w razie gdyby to był tylko przypadek i ktoś miał ochotę przyspieszyć :D A ona na to: „Tak, to nie można szybko”, a ja sobie myślę: Oj można, niestety XD i jej opowiedziałem o tym pewnym razie, że po zastrzyku prawie nie mogłem chodzić. Złączyła się ze mną w bólu ;) No, a po trzecie to tam nawet mam bliżej niż do lekarza rodzinnego.
Natomiast co do lekarza to jest młody, chyba młodszy ode mnie :D (to już ten czas, kiedy człowiek zaczyna mieć lekarzy młodszych od siebie, ale się staro poczułem teraz ;) ), wydaje się taki… zaangażowany, np. powiedział że on preferuje kontrolę dwa razy do roku, bo raz do roku to za rzadko – no spoko, blisko mam to mogę przychodzić (i jak na razie to chodzę co kwartał :D chociaż niby wszystko jest ok). Ale też on pracuje… powiedziałbym: tak bardzo „po niemiecku” :D to znaczy że dba by nie za rzadko być na chorobowym XD Z czterech terminów trzy mi przekładano, bo „Doktor jest chory” :D No to nie jest dla mnie nic nowego, że tutaj się dba by te około 30 dni w roku być na chorobowym ale akurat wśród lekarzy się z tym dotychczas nie spotkałem ;) (no chyba że naprawdę też na coś choruje przewlekle, w sumie nie trzeba być zdrowym by studiować medycynę). Mnie tam wszystko jedno, grunt że recepty dostaję na czas (i nie muszę już odbywać tej pielgrzymki do przychodni lekarza rodzinnego po skierowanie, wysyłać jej do endo, czekać na receptę… Tu nawet nie potrzebuję już skierowań! (choć co za tym idzie oni nie wysyłają moich wyników do lekarza rodzinnego i lekarz rodzinny ich nie ma, więc nawet na te zastrzyki to nie bardzo mógłbym już do rodzinnego chodzić, bo jakby nie ma „świeżej” podstawy do tego…). Jedyny dla mnie minus jest taki, że wyników też nie dostaję… a jak już to bardzo okrojone. Ale ostatnio o kopię prosiłem, bo… i to będzie następna część tej notki: zacząłem wreszcie diagnozować moje inne dolegliwości…
Przedostatnio na wizycie kontrolnej, kiedy mnie zapytał jak się czuję, to powiedziałem że dobrze „ale…” Ale że często cierpną mi ręce, zwłaszcza rano, że to nie nowość dla mnie i mam tak od lat, ale bywały przerwy, a ostatnio znowu to się dzieje… I że ja w sumie podejrzewałem że przyczyną może być liczba czerwonych krwinek, która bywała wysoko, no a gęsta krew – może wolniej krąży? Powiedział, że myśl jest dobra, ale moje wyniki są w męskiej normie i on nie widzi żadnej przyczyny w moich wynikach (i sugeruje może oznaczenie… czegośtam – chodzi o reumatyzm). Tak też zrobił (ale nic nie wykazało). No ok, to powiedziałem że pójdę do rodzinnego w takim razie, tak też zrobiłem i dostałem skierowania do neurologa (na cierpnięcie) i do chirurga naczyniowego (na objaw Raynauda – to też mi się dzieje). Neurologa zaliczyłem w styczniu – bardzo sympatyczna kobieta, jednak uparła się, że to zespół cieśni nadgarstka ;) sam już nie wiem, może też? W jakimś stopniu chyba też, jakaśtam odpowiedź nerwowa na stymulację prądem (miałem to badanie robione) była… noszę też szyny (do spania) ale czy to coś pomaga… miałem wrażenie, że nawet pomaga i znowu: może coś pomaga na podrażnienie nerwów, ale no mam takie jakieś wrażenie, że to będzie coś z krążeniem, a na to nie pomoże… no zobaczymy… Natomiast u drugiego lekarza byłem na początku marca. Ale nie u chirurga, bo to było tak: zdzwoniłem do jednej przychodni, a tam mi mówią, że ich chirurg naczyniowy to nie, on się raczej żylakami zajmuje… ale polecili mi innego lekarza, który podobno właśnie tym się zajmuje. No to pojechałem tam bo to taka dziwna przychodnia – w sumie lekarzy rodzinnych ze specjalizacją… ale nie chirurga naczyniowego tylko angiologa – babka w rejestracji nie bardzo wiedziała co ze mną zrobić :D (bo miałem skierowanie do chirurga naczyniowego), ale przyjęła je (w sumie niespotykane, najczęściej biorą skierowanie dopiero na wizycie i to musi być z aktualnego kwartału, no ale jak wzięła tamto…) i umówiła termin… na 1 marca (a było to w zeszłym roku…), no więc czekałem na ten termin jak na zbawienie ;) Również bardzo sympatyczna pani dr, zrobiła mi usg kończyn górnych (na dolne musiałem zrobić kolejny termin… za następne prawie 3 miesiące…), wszystko jest w porządku tylko niskie ciśnienie i małe żyły (ale tkanki są dobrze natlenione itp.). Na wyniki krwi jeszcze czekam… więc może to po prostu tylko tyle – niskie ciśnienie i małe żyły…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Zabezpieczone: Drezno (19-21.12.2022) / i moja hodowla równonogów ;)

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę wpisać hasło:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Podsumowanie 2022

Ale dawno nie pisałem… nie zdążyłem nawet napisać notki o zmianie endokrynologa, ale pisać ją zacząłem więc w końcu się pojawi. Teraz jednak ostatni dzień roku i tradycyjnie musi być podsumowanie ;) mimo że nie przygotowałem się wcale…
To był ogólnie dziwny rok, dużo myślałem o przemijaniu, aż sam nie rozumiałem dlaczego, może dlatego? W dodatku jeszcze weszła mi schiza, że jeśli po śmierci nic nie ma to bardzo byłoby szkoda ale jeśli jest reinkarnacja i trafię do jakichś Indii albo w podobnie trudne miejsce… lub np. będę mieć jakichś okropnych, ale tak naprawdę okropnych rodziców… Albo jeśli koncepcja nielokalnej świadomości (z książki „Wieczna świadomość”) jest faktem, to też ciężko mi z myślą, że w istocie jestem jedną świadomością z jakimś np. zamachowcem samobójcą albo czymś takim :P I że w takim razie (lub wizji reinkarnacji w Bangladeszu), może jednak lepiej jakby po śmierci nic nie było :D Ale jeśli jednak jest i tak kiepsko się trafi… Heh, to kiedy radość z życia wejdzie za bardzo :D (a może nie tyle radość, co docenienie swojego życia). Ale ostatnio już mi przeszło – okres okołoświąteczny był fajny, czułem taką jakąś bardzo pozytywną i wesołą energię, miałem na wszystko ochotę… i też wystarczyło przypomnieć sobie że jak nic nie ma, no to nie ma i finito, ale jak jest, to gdzie by tam po reinkarnacji nie trafić, no drugie transseksualne wcielenie to chyba mi się nie trafi, w związku z czym nie może być przecież gorzej :D a wtedy to nawet jak się nie ma co jeść albo ma beznadziejnych rodziców, to można się cieszyć innymi rzeczami, którymi ja w tym wcieleniu tak nie do końca mogę ;) Także mam nadzieję mieć ten przygnębiający i melancholijny temat za sobą.
Inny temat jaki też chcę mieć za sobą (no skoro już tak piszę to i o tym se parę słów machnę), to kwestia posiadania lub nieposiadania dzieci. Bo tak się bujam, że jakośtam chciałbym, a jakośtam bym nie chciał i nie wiem które pragnienie powinno wygrać :D Oczywiście można by powiedzieć, że zasadniczo i tak nie mam na to szans, więc po co w ogóle o tym myśleć, aaale ja przecież wierzę, że nie ma rzeczy niemożliwych i w sumie wszystko jest tylko kwestią decyzji i nastawienia. Tylko kiszka jak człowiek sam nie wie na co bardziej chciałby się nastawić :D Ale nie chce mi się rozkminiać wszystkich zagadnień od podstaw, więc napiszę tylko wniosek i moją ostateczną decyzję: chciałbym mieć dziecko ale jeśli nie będę musiał pracować, inaczej nie chcę, bo nie mam tyle czasu. Więc najpierw wolność finansowa (rentierstwo, wygrana lub bezwarunkowy dochód podstawowy, a może, kto wie, może jakaś jeszcze inna opcja, która dziś mi do głowy jeszcze nie przychodzi? :) ). Tak do pięćdziesiątki daję sobie czas (a jak będę bogaty to może jeszcze dłużej ;) ).

W tym roku po raz pierwszy też pomyślałem, że może to już czas ukryć bloga albo wyłączyć. Chyba co raz bardziej żenujące wydają mi się moje stare wpisy :D i może chciałbym zintegrować moją internetową osobowość pod tym drugim nickiem i uzewnętrzniać się w nieco inny sposób ;) jeszcze nie podjąłem decyzji, jeszcze nie jestem gotowy, ale może tak zrobię. Oczywiście pisać będę nadal, ale już tylko dla siebie i offline… no ale nim się zdecyduję, to może minąć jeszcze parę lat ;) więc na razie tylko myślę.

No i proszę, niby nie miałem o czym piać a jednak mam ;) Mam też trochę notatek w tym pliku, też to w końcu muszę na bloga wrzucić i lepiej by było w starym roku… ale w sumie wszystko jedno, a w ostatni dzień, to jednak ważniejsze jest podsumowanie.

Co tam jeszcze… na WOŚP Allegro, 30 finał rekord: co najmniej 2790,40zł zebrane, 83 kupujących, 43 kurierskie, 6 paczek, a InPostów to nie zliczę ;) Po co komu aż tak dokładne statystyki? Bo se wyliczyłem dla rozrywki ale skoro już to zrobiłem, to szkoda żeby zginęło :D

80 książek przeczytanych… albo raczej przeczytanych to naliczyłem ze 20, reszta przesłuchana więc nie do końca się liczy ;)

Wycieczkowo też było przyzwoicie (no i Wenecja – kasuje wszystko, było więcej niż przyzwoicie! ;) to by mógł być mój drugi dom ;) ), przyszły rok będzie chyba słabszy pod tym względem… planuję Anglię i Stonehenge ale zobaczymy czy mi to wyjdzie nie ruszając letniego (ani zimowego) urlopu.

Jak tam plany upraszczania? Jak zwykle… walczę ;) w ostatnich dniach roku całkiem nieźle się pod tym względem czuję, ale to widzę już też nie nowa tendencja, a w ciągu roku to bywa różnie :/ niestety często nie tak jak bym chciał ale cóż… to droga ;) jedyne co mogę to iść w kierunku, w jakim chciałbym dojść, może kiedyś dojdę ;)
Nie mam też innych planów, dodatkowych postanowień… mam pragnienia wyciszenia się, większego relaksu (no to się wiąże z tym upraszczaniem), chętnie większej nudy ale nie umiem w nudę ;) Jednakże trochę sobie obiecuję po takiej może dla kogoś prozaicznej rzeczy jak rezygnacja z kalendarza (tak tego Personal Plannera za 25 Euro :D kupowałem przez kilka lat), bo chcę już tylko się organizować w moim „zeszycie do ogarniania życia” ;) A kalendarz będzie już tylko uproszczony, wydrukowany, jako wkładka do tegoż zeszytu. A jeśli stwierdzę, że nie umiem bez zapisywania tego co jadłem (tak, od 2018 konsekwentnie zapisuję i na razie ciężko było to rzucić ;-) ale no bo właśnie dlatego że był ten kalendarz, więc miejsce, które aż się prosiło o zapisanie posiłkami :D ), to będę to zapisywać w zeszycie… a potem wyrzucać, bo i tak mi to nie jest potrzebne :D ale możliwe, że nie dam rady bez zapisywania, takie natręctwo się zrobiło :D (nie mówię o zapisywaniu codziennej wagi – na to oczywiście pozostanie miejsce w moim kalendarzu uproszczonym :D ).

Poza tym czego sobie życzę? Bo kto powiedział że to muszą być plany? A życzenia nie mogą być? :D Mogą! Życzę sobie rentierstwa, wygranej lub dochodu podstawowego, bo czemu nie :]

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Skąd się bierze nieheteronormatywność?”

„Skąd się bierze nieheteronormatywność? Prof. Jacek Kubiak: Nauka obala kolejne mity” – bardzo ciekawy wywiad! Nowe odkrycia i fajnie opisane co, skąd, proporcje i jak to jest w nauce :)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Jeden komentarz

Zabezpieczone: Bawaria – Eibsee, Königssee, Berchtesgaden, Salzburg, Regensburg… (4-11.06)

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę wpisać hasło:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Zabezpieczone: Włochy: Piza, Florencja, Wenecja (23-30.04)

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę wpisać hasło:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

wojna reality show

Niemal równo dwa lata temu napisałem notkę koronawirus reality show i proszę bardzo, teraz wirus też jest już passe ;) bo oto 24 lutego Rosja zaatakowała Ukrainę (datę to zapisuję pamiętnikowo) i ludzie głupieją chyba jeszcze bardziej. Znaczy jasne, to jest jakoś nie do pomyślenia w cywilizowanym świecie… ale jednocześnie jak widzę jakieś oburzenie, że ktoś mimo tego żyje normalnie (i np., o zgrozo, wrzuca wesołe zdjęcie na instagram!), jakieś: „jak tak można, tam ludzie giną!” to… jakby… ale wy wiecie o tym, prawda? że to nie jest jedyna współczesna wojna? Czy może tamte są/były mniej straszne, bo toczą się daleko od nas? Uważam, że moje zdjęcie wrzucone na instagram (albo czyjekolwiek inne oczywiście) nie ma żadnego znaczenia, to że go nie wrzucę nie powstrzyma wojny. Z resztą przewiduję to samo: za kilka miesięcy, może tygodni, ludzie się oswoją i wszystko będzie tak samo (albo gorzej, bo jak wiadomo Polacy nie lubią obcych, przez chwilę może się zachłysnęli niesieniem pomocy ale już słyszę głosy, że jak to Ukraińcy dostają ubezpieczenie za darmo…). A ja, szczerze mówiąc… jakoś nawet nie mam prawie potrzeby śledzić co się dzieje i czytać tych newsów…
Inni zaś głupieją w taki inny sposób. O właśnie, to jest dobra okazja żeby napisać o takiej tej tendencji, którą widzę u wielu ludzi… (nie u wszystkich z okazji wojny, niektórzy już wcześniej to mięli)… tej takiej w typie: „będę trzymać gotówkę, bo to najpewniejsze” (a jeszcze lepiej zamienić pieniądze na coś, np. na złoto). No i ok, ja bym to nawet zrozumiał gdyby to mówili jacyś biznesmeni czy inwestorzy… ale kiedy osoba siedząca w ezoteryce, taka która od lat powtarza że transformacja będzie już wkrótce, ludzie otworzą umysły i świat się zmieni (będzie bardziej duchowy, mniej przywiązany do materializmu), że świat materialny się nie liczy… no to tak trochę jakby… coś tu nie pasuje :D Jeśli ktoś liczy naprawdę na jakąś transformację i przewartościowanie, to chyba tym bardziej powinien najpierw sobie przewartościować. Tak, być może to nas czeka – strata pieniędzy, oszczędności… no i? Świat będzie stał tak jak i stoi od wieków, nawet wtedy :) Ludzie tracili wszystko, a potem żyli dalej i wszystko dostawali od nowa (po raz kolejny zauważam jak wiele daje czytanie wspomnień z okresu IIWŚ, jak wiele daje w zrozumieniu różnych zupełnie aspektów). „Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”, smutny ten kto tego nie pojął. Ja natomiast nie pojmuję jak można aż tak się tym przejmować, a raczej nie pojmowałem… sprecyzowała mi książka, która (jak to często bywa) pojawiła się w moim życiu akurat w odpowiedniej chwili :) Mowa o „Największym sekrecie” (R. Byrne). Zacytuję:

„Świat jest pełen smutku.
Korzeniem smutku jest pragnienie przywiązania.
Drogą do życia bez smutku
jest wyzbycie się przywiązania”.
Anthony de Mello SJ, Rediscovering Life [Odkrywanie życia na nowo]

i dalej:

„Tylko jedna rzecz powoduje nieszczęście – to przywiązanie.
Przywiązanie pojawia się, gdy kurczowo trzymamy się czegoś ze strachu przed stratą, przekonani, że bez tego nie zaznamy szczęścia.”

Cóż, ja od dawna czuję, że przywiązanie to jest coś, od czego chciałbym się uwolnić ale chyba jestem na bardzo dobrej drodze skoro ja nie mam takich obaw ;)

***

I tylko teraz jest zdecydowanie gorzej (niż 2 lata temu) jeśli chodzi o ceny paliwa ;) Jak wtedy się cieszyłem z 1,12€, tak teraz bym się w sumie nawet z 2,12€ ucieszył XD a tu co raz trudniej poniżej 2,20€ znaleźć, a pewnie będzie gorzej*. Obstawiałem 3€ w czerwcu, ale możliwe, że się pomyliłem… i po tyle będzie już w kwietniu XD Ceny tak szybko rosną, że powstaje mnóstwo memów na ten temat…

* – a jednak moooże nie będzie tak źle (tą część notki napisałem z tydzień temu), ostatnio trochę spadło i o odpowiedniej porze, to moooże nawet za 2,02 uda mi się zatankować ;)

***

Na sam koniec jeszcze jeden cytat z „Największego sekretu”. Jest genialny i dokładnie podsumowuje to co i ja uważam. Polecam przeczytać go ze zrozumieniem, a przynajmniej z refleksją. Zwłaszcza przez tych, którym się wydaje że to oni właśnie posiedli jakąś wiedzę, a reszta to ciemne masy ;)

„Wszyscy mistycy – katoliccy, chrześcijańscy, niechrześcijańscy, bez względu na wyznawaną teologię i religię – zgadzają się w jednej kwestii: że wszystko jest dobrze. Chociaż wszędzie panuje chaos, wszystko jest dobrze. Nie ulega wątpliwości, że to wielki paradoks. Niestety większość ludzi nie widzi tego, że wszystko jest dobrze, ponieważ śpią. I mają koszmary”.
Anthony de Mello SJ, Awareness: Conversations with the Masters [Świadomość: Rozmowy z mistrzami]

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 komentarze

O przemijaniu, rodzinie, przyjaciołach i ich braku i samotności… (ale nie całkiem pesymistyczna notka…)

Jeszcze coś się stało w 2021, o czym zapomniałem napisać w notce podsumowującej… – zmarł jeden k/m, założyciel grupy tu mojej regionalnej… dość niespodziewanie i nie miał jeszcze sześćdziesięciu lat (choć trochę chorował). Dla wszystkich była to szokująca wiadomość, dla mnie też była bardzo smutna, choć nie jestem tu ani tak długo ani tak bardzo nie byłem zaangażowany… ale spotkałem się kiedyś z nim dwa razy prywatnie i hmm… no miałem poczucie, że dobrze się rozumieliśmy i tak naprawdę chciałem z nim jeszcze porozmawiać…
W ogóle dużo myślałem w zeszłym roku o przemijaniu, właściwie nie wiem dlaczego, a może właśnie dlatego, że się o nim dowiedziałem i jakoś podświadomie to kierowało moimi myślami? Myślałem o tym ilu ludzi, których znałem już na tym świecie nie ma (dawni sąsiedzi, pradziadek, prababcie, dziadkowie), taki jestem sentymentalny że jednak wspominam ich i na razie jeszcze dość dobrze pamiętam wyraz twarzy pradziadka, kiedy nas rozśmieszał, ton głosu sąsiada kiedy sprawdzał mój akumulator… i… no nie ukrywam, że przykro mi kiedy pomyślę, że już ich nie spotkam na tym świecie. Czuję stratę, oczywiście. A co jeszcze gorsze, to prawdopodobnie nie koniec strat… mam jeszcze wielu starszych krewnych, a ciężko sobie wyobrazić życie bez nich… I właściwie na tym chciałem zakończyć tą notkę, dodając jeszcze jeden, jednak bardzo inspirujący cytat, który mi pomaga:

„Nawet, jeśli z jakiegoś powodu coś się kończy, odchodzą konkretni ludzie, sytuacje, relacje czy okoliczności to przecież ich echo pozostaje w nas na zawsze. W sercu, w umyśle, w przekonaniach czy choćby w rzeczach, które pozostają. Możemy z tego czerpać. To, co było, na zawsze nas zmienia i w pewnym sensie kształtuje w ten czy inny sposób.”

– tak, to z pewnością prawda. I to jest pocieszające, bo rzeczywiście mnie ukształtowali, więc nie odeszli tak całkiem :) I tej myśli warto się trzymać.

Więc chciałem na tym skończyć ale jest jeszcze inny aspekt tego przemijania, który wiąże się z tematem, o którym chciałem kiedy indziej napisać… ale w sumie czemu ich nie połączyć skoro się łączą…
No bo większość ludzi coś traci (swoich krewnych) ale i coś zyskuje (dzieci, potem ich mężów/żony, potem wnuki itp.)… u mnie prawdopodobnie będzie się działa tylko ta pierwsza część… Ale to też jest trochę taki wieloaspektowy problem (czy może po prostu wieloaspektowe zagadnienie), do którego potem wrócę, ale na razie trochę o tych dzieciach napiszę… Przyznam że z każdym dzieckiem mojego kuzynostwa, trochę mnie to boli… choć z drugiej strony wcale nie jestem pewien czy sam chciałbym mieć dziecko (im starszy jestem tym mam mniej pewności ;) )… W ogóle mnie czasem tak nachodzi że zazdroszczę ludziom ich żyć, tylko to w sumie trudno określić czego, bo jednocześnie nie chciałbym tego samego. Chciałbym chyba mieć dwa życia obok, w jednym mieć, a w drugim nie mieć dzieci, w jednym mieć zwyczajne życie i być zwyczajnym, a w drugim być jaki jestem ;) Więc co do dzieci, to w sumie którykolwiek scenariusz się spełni, to chyba nie będzie źle ;) No depresji raczej z powodu nieposiadania potomstwa nie będę nigdy miał, ale czasem trochę boli… tylko to boli raczej coś innego – chyba bardziej to, że ciężko jest ciągle nie być standardowym (i to że inni mogą tacy być i że mają lżejsze życia). Także tak, często zazdroszczę innym tego bycia kimś innym… a jednocześnie równie chyba często (a może i co raz częściej) cieszę się że jestem sobą ;) Zwłaszcza jak potem słucham historii choćby kogoś z rodziny, z perspektywy jeszcze kogoś innego… i już to się nie wydaje takie idealne życie, a co przyszłość jeszcze przyniesie to tym bardziej nie wiadomo… W sumie to że się ma rodzinę i dzieci, wcale nie gwarantuje, że się nie zostanie samotnym na starość (ani to że się nie ma, nie gwarantuje że się zostanie). No bo właśnie – oczywiście czasem mi też przemknęło że jeśli wszyscy mi bliscy będą raczej odchodzić niż dochodzić… to będę kiedyś prawdziwie samotny. I nie żeby mnie ten stan aż tak przerażał (w sumie dobrze, że na mnie padło, bo i tak jestem samotnikiem ;) dla mnie to może być dyskomfort czasem, ale są ludzie, dla których to mogłoby być prawdziwą tragedią), ale czasem myślę, że to i dla mnie może być dziwne, kiedy tak kiedyś np. w wieku 80 lat zatrzymam się i pomyślę, że nie mam nikogo, bo krewni z którymi byłem blisko już nie żyją, a to jednocześnie oni byli pośrednikami między mną, a resztą rodziny, bo ja jakoś słabo umiem pielęgnować te więzi z resztą… I o ile kiedyś uważałem, że przyjaciół można zawsze znaleźć w internecie, tak teraz… internet się zmienił. Fora upadają, wszyscy scrollują instagram i FB, a tam wszystko jest szybko i szybko przemija, blogi są już prawie tylko profesjonalne… to nie są miejsca, gdzie jest przestrzeń na poznawanie siebie nawzajem i nawiązywanie głębokich przyjaźni, czego bardzo żałuję. Nie chcę popaść w drugą skrajność i nie mówię, że nie można dziś znaleźć przyjaciół w internecie ale na pewno jest to trudniejsze niż 20 czy 15 lat temu… Dziś ostrożnie posługiwałbym się radą: „znajdź przyjaciół w internecie”. Ale żeby nie było tak pesymistycznie: nadal są kółka zainteresowań i inicjatywy sąsiedzkie, przynajmniej tu gdzie mieszkam, jeśli ktoś czuje się samotny, to na pewno można poznać życzliwych ludzi w realu z pomocą internetu. Z resztą jak miałem te takie wnioski, że może na starość będę samotny bez kontaktów nawet z rodziną… To jakoś niedługo później mama przeczytała mi swoją wymianę wiadomości z kuzynką… jak ja sobie pomyślałem, że tego nie muszę robić (tylko w nadziei, że na starość nie zostanę sam), to jednak myślę, że samotność jest niską ceną za oszczędzenie sobie tego :D I jeślibym kiedykolwiek wpadł w smutek, to sobie przypomnę czego wżyciu NIE musiałem robić – jakieś wstawanie i zabawianie dzieci, jakieś kurtuazyjne życzenia, wiadomości wnoszące mało treści itp., jakieś na siłę spotkania z rodziną i interesowanie się ich dziećmi, w ogóle to całe życie rodzinne, śluby, dzieci, kariera, to od razu mi przejdzie :D

A co do wytłuszczonego fragmentu – tak, zauważam to też co raz częściej, a to jednak bardzo pozytywna rzeczy. Ale o tym pewnie jeszcze będę wspominał w niejednej notce… (pewnie już nawet w następnej, bo jest jeszcze jeden temat, o którym muszę napisać).

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 komentarze

Podsumowanie 2021

Chciałem kończyć ten rok z „inbox zero” i czystym pulpitem… poniekąd kończę, bo mam świeży system ;) ale jednak pliki nie „przerobione”… Cóż, tak wyszło – w poniedziałek padł mi zasilacz do laptopa, kabel był od dawna zmasakrowany (ze 4 razy łatany, popękany w wielu miejscach) więc miał prawo, zapas mam… ale do PL oczywiście nie wziąłem, bo pomyślałem że może akurat nie padnie, a jak padnie, to pójdę do komputerowego i kupię. Tak też zrobiłem we wtorek, ale nie było na stanie akurat do mojego modelu, miał być na dzień kolejny. A ponieważ od dłuższego czasu zastanawiałem się czy kupić nowy komputer czy może na razie wymienić dysk na SSD, zagadałem i zdecydowałem się wymienić dysk. Też miał być na środę i z klonowaniem ze starego. Jednak w środę się okazało, że stary dysk ma za dużo błędów i klonowanie się nie uda – może to i dobrze, po co klonować błędy. Więc na czwartek świeży system gotowy do pracy. No i wczoraj odebrałem (680zł z zasilaczem ale sam dysk 1TB to 520zł). Szczęśliwym trafem ostatnie kopie robiłem chyba ze 2 dni przed tą wymianą, więc luz, tyle że wiadomo – konfiguracja itp., to robota też czasochłonna. Jedynie poprosiłem jeszcze w serwisie o kopię plików z pulpitu ze starego dysku (kopii tego nie robię, bo to z założenia pliki tymczasowe i „do przerobienia” ale chyba zacznę, bo to przerabianie za długo czasem trwa ;) ) i folderu profilu Firefoxa… z jakiegoś powodu to drugie się nie udało ale to znowu szczęśliwy traf – synchronizacja online pozwoliła mi odzyskać wszystko, więc wystarczyło dodać plik chrome.css (a ten akurat miałem) i wszystko jest po staremu, a za to znowu uruchamia się szybko! Także… już nieważne te zaległości, ważne że w nowy rok wchodzę z tak szybko działającym komputerem (i przeglądarką!), że aż mi się płakać chce ze szczęścia ;) Poza tym wcześniej pozbyłem się 42 calowego telewizora z mieszkania (włączanego raz do roku – do oglądania Eurowizji :D ), zamiast tego albo kupię mniejszy (najmniejszy jak to możliwe) albo jednak nie i tylko monitor 14-15 calowy jako drugi, żeby się wygodniej jutuba oglądało robiąc jednocześnie coś innego ;) [aktualizacja: w trakcie pisania kupiłem tv 14 cali przenośny].
Ale przy tym kopiowaniu dokumentów z powrotem na nowy dysk rzuciło mi się w oczy, że coś jeszcze można by uprościć, wyrzucić, zminimalizować… po prostu niektóre foldery są dość spore, a to rzeczy, które chyba mogę odpuścić… i też to zrobię, choć już po nowym roku… No i ogólnie – ciągle mam przesyt wszystkim, chciało by się jeszcze bardziej minimalizować. Często widzę pytanie (wśród minimalistów) czy minimalizm to droga czy cel? I chodzi o to, żeby odpowiedzieć, że to droga. Ale dla mnie to jednak trochę też cel ;)

To był kolejny rok, w którym miałem sporo ekstra wolnego (np. teraz mam 4 tygodnie ciągiem) – kolejny piękny rok :) Podróżniczo też zupełnie dobrze i wszystko zgodnie z planem (a nawet poza planem zagranica w listopadzie). Pod względem zobowiązań (o których pisałem rok temu) i wewnętrznej wolności… jest lepiej ale jeszcze to nie jest to (choć dzięki temu wolnemu teraz po raz pierwszy od dawna czuję luz i odpoczynek, trochę lenistwa nawet, także jest dzień a ja nic nie muszę… nawet cały dzień, piękne, dawno tego nie było), trzeba jeszcze zmniejszyć ilość rzeczy na WOŚP, bo tak myślę sobie (aczkolwiek tak też myślę już od dawna ;) ), że coś mnie omija… lubię to, uwielbiam pakować przesyłki (a teraz Allegro InPostem super prosto i wygodnie się wysyła), ale przez to omijają mnie inne rzeczy, których być może aż tak nie lubię (bo wymagają trochę zachodu w innym sensie), ale chciałbym je przeżyć. Więc coś za coś, ale coś chyba trzeba jeszcze zmienić.
I taka zabawna ciekawostka rzuciła mi się w oczy w ostatnich dniach: większość ludzi jak gdzieś jedzie, to bierze głównie ciuchy, żeby się przebierać i elegancko wyglądać, np. jakieś kreacje wieczorowe na imprezy, takie różne. Ja ciuchów to biorę najmniej XD (zwłaszcza do PL) i czasem mi brakuje ;) i większość czasu w jednych spodniach i bluzie… chybabym nie znalazł wspólnego języka z większością ludzi ;)

Nie znalazł bym też z innych powodów… i chciałem dziś o tym napisać ale nie zdążę, więc to może w osobnej notce…

„Przeczytane” 83 książki (no wiadomo – więcej jak połowa przesłuchana w pracy…). Empik Premium jest spoko, bo kosztuje grosze, a jak się nie ma czego słuchać w pracy to coś tam znajdzie się zawsze :P Tak więc Empik Premium plus Legimi z biblioteki i się ustawiłem za grosze – wiem, jestem cwaniak, choć ktoś mógłby powiedzieć, że skąpiec :D Swoją drogą tak, mam chyba i w kwestiach wydawania pieniędzy też trochę inne zdanie niż większość ludzi.

Plany na nowy rok? – to co już wspomniałem między wierszami wyżej. I nadal: wszystkiego mniej, zwłaszcza rzeczy „do zrobienia”…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zapytaj bezdomnego…

Jakiś czas temu obejrzałem sobie wideo „zapytaj bezdomnego”, o kimś, kto był bezdomny: link (po niemiecku) i muszę przyznać, że dało mi sporo do myślenia, bo on opowiada o sytuacji, która jest dla mnie jakaś dziwna: trafił na ulicę w wieku chyba 16 lat, matka po prostu wystawiła go z domu (sama miała depresję, borderline), przyjaciel nie przyjął go nawet na noc i tak spędził 10 lat na ulicy, chodząc do szkoły, zdając maturę, ubiegał się o pomoc w urzędach jeszcze jako niepełnoletni i też nikt mu nie pomógł… A na pytanie dlaczego nie poszedł/nie chodził na nocleg do schroniska przedstawił kiepską wizję tych schronisk, gdzie inni nocujący „pachną ulicą”, poza tym trzeba oddawać rzeczy do przechowalni, więc nikt tego nie chce itp…
No przyznam, że zachwiało to trochę moim światopoglądem, który brzmi: nie wrzucam żebrakom i bezdomnym do kubeczka, ponieważ w dzisiejszych czasach nikt nie musi być bezdomny, a jak jest to jest to jego wybór, a ja czegoś takiego nie wspieram (nie, jedzenia też nie kupuję, bo to w istocie to samo – jak kupię komuś jedzenie, to jakbym umacniał go w jego sytuacji i poczuciu, że utrzyma się na ulicy i może dalej żebrać), oraz nie przekonywało mnie, że „każdemu może się noga powinąć, że wyląduje na ulicy” – w to w Niemczech też trudno uwierzyć, bo jak się traci pracę, to się idzie na ALG I, a jak się traci prawo do ALG I i nie ma się jakichś ogromnych oszczędności/własności, to się idzie na ALG II (a ALG II znaczy że urząd opłaca rachunki i mieszkanie i dostaje się jakieś kieszonkowe na życie), więc jak w ogóle można stracić mieszkanie w tym kraju? (nie będąc oczywiście jakimś asocjalnym typem, któremu wynajmujący wypowie z powodu zachowania, a nawet wtedy zapewne urząd wskaże jakieś inne lokum).
Oczywiście pod takimi filmami jest dużo komentarzy typu: „Respekt dla niego, że mu się udało! Podziwiam”, ale pojawiły się też komentarze, że ta historia jest trochę dziwna, bo jak matka może nie wpuścić syna do domu – na to były kontrargumenty, że w sumie nie wiadomo co on robił (bo o tym w filmie nie mówi, a nie każdy był świętym nastolatkiem), a poza tym matka była chora, więc też wszystko jest możliwe. Kolejna niewiadoma – jak przyjaciel mógł zgasić mu przed nosem światło, ale i tu jest odpowiedź: był niepełnoletni, jeśli jego rodzice nie pozwolili wziąć kolegi na noc, to cóż dzieciak może na to. Dziwny jest tylko brak reakcji urzędów do spraw młodocianych itp. także tu pozostaje taka dziwna niewiadoma (choć on tam mówi, że jeśli kilkakrotnie dostaje się odmowę pomocy, to potem nie ma się już siły prosić po raz kolejny – może ma rację, a może ktoś mógłby powiedzieć, że mógł się bardziej postarać, a może historia tak naprawdę wyglądała jeszcze jakoś inaczej).
Ta historia daje mi do myślenia nie tylko dlatego, że może zmieniła moje spojrzenie (w sumie mimo wszystko aż tak nie zmieniła), ale też dlatego, a może właśnie dlatego, że uświadamia iż nigdy nie mamy pewności jaka jest prawda (czy on mówi prawdę, czy niczego istotnego nie pomija)… i chyba nigdy nie będziemy mieć i ważną dla mnie jest nauką, że trzeba żyć mimo wszystko – trzeba żyć nawet nie znając prawdy. Może niekoniecznie trzeba o każdej takiej historii mieć własne zdanie… czy w ogóle musimy mieć na każdy temat jakąś opinię? Mam takie poczucie, że nie musimy… nie muszę wszystkiego wiedzieć, nigdy nie będę wiedzieć wszystkiego ale nie muszę też być we wszystkim idealny – mogę postarać się nie unikać wzrokiem bezdomnych i żebraków, mogę być miły jeśli ktoś z nich mnie zagada (postaram się nie unikać, choć unikam nie dlatego, że patrzę na nich jak na gorszych, a raczej z dyskomfortu i lęku, choć z tych historii wynika, że to oni jednak są bardziej lękliwi), ale nadal mogę powiedzieć: nie, nie dam ci pieniędzy ani nie zrobię zakupów, ale mogę zaprowadzić/pojechać z tobą do najbliższego schroniska, bo nadal wierzę, że można to rozwiązać inaczej.

Cóż, powiedzieć „nie wiem”, to chyba i tak o dwa kroki dalej niż być przekonanym, że się wie wszystko i o wszystkim… Pamiętam tą historię o tych 5 dziewczynach, które zginęły w Escape Roomie, raz mimowolnie przysłuchiwałem się wiadomościom czy „Uwadze” czy gdzie ta historia była wtedy przytaczana… słuchałem tych rodziców, którzy szukają winnych, taki miałem niesmak trochę. To jakby szukali zemsty… ale ich jeszcze jakośtam można zrozumieć, gorszy w sumie niesmak miałem słuchając komentarzy mojej rodziny.
Ale po co w ogóle o tym oglądać programy (jak moja rodzina)? Że też ludzie tak lubią się pławić w tych tragediach i co gorsza zawsze mają na ten temat coś do powiedzenia… ok, ja też zwiedzam obozy i czytam różne rzeczy, też by można powiedzieć, że się pławię w tragediach, ale moja motywacja jest jednak inna i z pewnością nie jest to ocena (a raczej zrozumienie psychologii ludzkiej).
A weźmy wypadki drogowe. Raczej to nigdy nie jest tak, że ktoś kogoś potrąci i „o wow, zabiłem se człowieka, ale fajnie”, tylko raczej jest sam zszokowany, roztrzęsiony i przerażony. Owszem, to go nie usprawiedliwia, ale też… ja nie wiem czy człowiek powinien być karany za popełnianie błędów (może by wtedy się nie bali i nie uciekali z miejsca przestępstwa) – tzn. nie za błędy w stylu kierował i potrącił kogoś (a bardziej już za błąd w stylu wsiadł za kierownicę po alkoholu). Ale w tym temacie to dopiero można się nasłuchać komentarzy, samych mistrzów kierownicy.
No w ogóle, ciężkie tematy, nie będę się już rozwijał, ja nie jestem takim mistrzem kierownicy. I po prostu męczy mnie, że większość ludzi musi coś powiedzieć o każdej sprawie i w każdym momencie i najczęściej jest jeszcze przekonana w 100% o swojej racji.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zabezpieczone: Grecja, Ateny (8-12.11.2021) [na hasło]

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę wpisać hasło:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

„Tak to już jest” – Laurie Frankel (+ moje przemyślenia o wyborze, niebinarności…)

Dawno nie czytałem książki o tematyce transseksualności… choć tu powinienem powiedzieć dysforii płci (bo Poppy może się okazać „tylko” osobą niebinarną). Tej książki byłem szczególnie ciekawy, bo to pierwsze nie-wspomnienia czy też pierwszy nie-reportaż jaki przeczytałem (no i po latach przerwy). I książka jest fajna, taka powiedziałbym „miła” – dobrze się czyta, przyjemny, nawet wesoły język (były takie fragmenty gdzie można było się uśmiechnąć), kochająca i wspierająca rodzina, otoczenie które też prawie całe wszystko akceptuje itp… to jest takie ciepłe, sympatyczne no i fajne…
To znaczy ja tak ją odebrałem, bo niektórzy w recenzjach pisali, że smutna i im się łezka w oku zakręciła… hmm… oni ewidentnie nie wiedzą jak to jest być ts jeśli treść tej książki uznali w którymkolwiek fragmencie za smutną ;) trochę inaczej na to patrzę, bo wiem jak bardzo mocniej byłoby smutno gdyby Claude/Poppy nie miała wspierających rodziców ;)
I ok – oczywiście to tylko powieść ale cała treść wskazuje jednak, że jest co raz większa akceptacja, jest co raz lepiej. Myślę, że to jest dość realne, a nie jest to tylko wymysł i powoli ludzie nastawieni bardzo negacyjnie i wrogo zostają w mniejszości, nawet w Polsce. I jest jednak duża różnica w stosunku do książek sprzed 20-30 lat. I całe szczęście.

Ale książka skłoniła mnie też do pewnych przemyśleń i to będzie na końcu notki.

Miałem dużo fiszek i cytatów zaznaczonych ale kiedy zacząłem je przeglądać pisząc opinię na GoodReads, jakoś nie wiedziałem w jakim kontekście je przytoczyć… już mi nie pasowały i wyrwane z kontekstu tracą swoją wymowę… ale tutaj do kilku się odniosę:

„- Rozumiem. Ale chłopcy zwykle nie noszą sukienek w przedszkolu – ostrożnie zauważyła Rosie. – Ani rajstop.
– Ja nie jestem zwykły – odparł Claude. Później Rosie pomyślała, że już wtedy było to prawdą.”

„Wydaje mi się oczywiste, że pięciolatek, gdyby to miało zależeć wyłącznie od niego, wybierze paznokcie w kolorze tęczy zamiast naturalnych. To normalne. Żadna dysforia. Nie czyni to z niego dziewczyny, tylko dziecko.”

– słuszna uwaga, też tak myślę, ja też chciałem i nie uczyniło to ze mnie dziewczynki ;)

„- Dzieci uczą się w szkole wspaniałych rzeczy. Że po lunch należy ustawić się w kolejce. Że w pomieszczeniach trzeba rozmawiać, a nie krzyczeć. Że nie wolno popychać innych. To z całą pewnością ważne umiejętności życiowe. Sam codziennie z nich korzystam. Ale uczą się też innych rzeczy: dostosuj się, inaczej inni przestaną cię lubić. Bądź taki sam jak inni, bo łatka odmieńca nie jest niczym miłym. W domu Claude jest kochany bezwarunkowo. W szkole bywa odwrotnie: może być bezwarunkowo niekochany.”

– tia… tu nie trzeba chyba nawet komentarza…

„(…) dzieci starsze i silniejsze od niego wciąż dręczyły go pytaniem: 'Jesteś chłopiec czy dziewczyna? Jesteś chłopiec czy dziewczyna? Jesteś chłopiec czy dziewczyna?”. Nie znał odpowiedzi, więc nie odpowiadał. A ponieważ nie odpowiadał, wciąż go pytali.”

– no właśnie, to pytanie jest najgorsze chyba właśnie dlatego, że się nie umie udzielić na nie odpowiedzi…

„(…) noś, co ci się żywnie podoba, i miej gdzieś, co myślą inni. Bo inni będą sobie myśleć niejedno. I raczej tych myśli nie zatrzymają dla siebie, a wypowiadając je, nie zawsze będą uprzejmi.”

„Poppy nie rozumiał, dlaczego wszyscy ludzie na świecie nie chcą być dziewczynkami.”

– to jest dobre – miałem tak samo tylko odwrotnie :D

„Jeśli stworzysz sobie własne postacie, nie zawiedziesz się na nich jak na prawdziwych ludziach. Jeśli opowiesz własną historię, możesz wybrać zakończenie. Zwyczajne bycie sobą nigdy się nie sprawdza, ale jeśli wymyślisz sam siebie, możesz stać się kimś, za kogo naprawdę się uważasz.”

– to jest ciekawy cytat, ale nie podejmę się interpretacji… tak tylko zostawię go tutaj…

„Nie można wyprzeć się tego, kim się jest, prawda? I czasami cię to niszczy.”

– tak. A czasami częściej niż czasami…

„Obawiam się, że nie można mówić ludziom, kim mają być (…) Można ich tylko kochać i wspierać takimi, jakimi już są.”

– to na zakończenie…

Ale nie powiem, że wszystko mi się podobało w tej książce… Chociaż nie, „nie podobało mi się” to nie są właściwie słowa. To jest po prostu nieco męczące dla mnie kiedy mam bohatera, który… nie jest jednoznacznie transseksualny – może tak to ujmę ;) Tylko że Poppy to jest dziecko, pod koniec 10 letnie, sam byłem wtedy zagubiony, więc trudno mieć pretensje… I właściwie gdzieś tam rozumiem, że to jest dobre dać człowiekowi przestrzeń, by mógł odkryć siebie bez względu na to, co odkryje. Tylko że czuję pewną… trudność w kontaktach z osobami niebinarnymi – nawet mój świat staje się wtedy nieuporządkowany ;) ALE czytając tą książkę po raz pierwszy chyba pomyślałem, że w doświadczeniu dysforii płci jest być może pewien… hm, element wyboru. No oczywiście nie robić nic, to wybór jak w diagnozie raka: możesz się zdecydować na operację i pełne leczenie i będzie to walka o jak najlepsze życie jakie możesz mieć (nadal możesz przegrać, ale w sumie rokowania są co raz lepsze), a możesz zdecydować że nic nie robisz – i szanse że stanie się cud są bardzo małe, prawdopodobnie umrzesz cierpiąc (właściwie chyba nawet w przypadku raka masz większe szanse na cud niż w przypadku odczuwania dysforii płci ;) ). Ale jak daleko się posuniesz z korektą to już może być pewien element wyboru (przynajmniej dla niektórych) – oczywiście są tacy, którzy nie poczują się dobrze nie robiąc wszystkich możliwych zabiegów, ale komuś może wystarczą ubrania i posługiwanie się innymi danymi wśród przyjaciół i akceptacja tychże? A komuś może do tego tylko hormony i zmiana dokumentów, bez operacji albo tylko z jedną wystarczy… I żądać od ludzi żeby przeszli całkowicie „na drugą stronę” bo nam zaburzają obraz świata nie jest w porządku, ani nawet nie jest racjonalne z punktu widzenia medycyny (no bo po co np. operować jeśli ktoś może żyć bez tego, może być szczęśliwy bez tego, wtedy lepiej oszczędzić organizmowi operacji). Cieszę się, że mnie ta książka pobudziła do takiego nieco innego myślenia.

Na już naprawdę koniec coś na rozluźnienie. Dodawałem opinię o tej książce i wpadłem na taką recenzję na LubimyCzytać (to tylko fragment, aczkolwiek ten zabawny):

„Miesiąc temu Polskę obiegła wstrząsająca wiadomość. W jednej z parafii do grupy dziewczynek sypiących kwiaty podczas procesji Bożego Ciała dołączył mały chłopiec. Wieść niesie, że nieszczęsny malec, zapewne opętany demonem gender, sam domagał się powierzenia mu tej jakże niemęskiej roli, a jego nieodpowiedzialna matka, zamiast zapałać oburzeniem, wpaść w histerię i zacząć organizować egzorcyzmy, jak gdyby nigdy nic uczyniła zadość jego prośbie. I zadrżała ziemia, Bóg gorzko zapłakał, a gdzieś na świecie umarła mała panda. Kto tego nie dostrzegł, ten lewak i sługa Antychrysta.”

:D :D :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | 2 komentarze

Bundestagswahl 2021 (i inne takie…)

Nie wiem teraz czy pisać o wyborach czy o tym, o czym wspomniałem w ostatniej notce (tej na hasło) ;) a może i o jednym i drugim, bo monitoring jest jednym z punktów programów wyborczych…

Uch, muszę szczerze przyznać, że głosowanie w wyborach w Niemczech jest o wiele trudniejsze niż w Polsce! A to dlatego że w Polsce wiele jest do zrobienia, a zrobić to może tylko lewica, więc wybór jest prosty – oddać głos na lewicę, a ta w Polsce jest tak słabo reprezentowana, że niedługo trzeba się zastanawiać. W Niemczech to wszystko jest już właściwie zrobione :D więc też wybór jest trudniejszy… co gorsza wiele partii lewicowych dryfuje gdzieś niebezpiecznie w jakąś chorą ochronę środowiska… Zieloni to już odlecieli całkiem i zaczynają mnie przerażać, a inne partie jakby podążają za nimi… Kuźwa, jak rozwiązuję testy to mi wychodzi że powinienem zagłosować na prawicę XD Nawet mi CDU w jednym wyszło! Tego bym się w życiu nie spodziewał parę lat temu :D Aż przyszło mi do głowy coś, co mi kiedyś ktoś powiedział: jak się jest młodym, to się głosuje na lewicę, a z wiekiem przechodzi się bardziej na prawo – nawet pomyślałem po raz pierwszy że jest w tym ziarnko prawdy ;) Ale to nie tak, to nie że ideały mi się zmieniły, tylko właśnie te rzeczy o które kiedyś musiała walczyć lewica (Trans-ustawa, refundacja leczenia czy małżeństwa homoseksualne) tutaj już są i nie są zagrożone, a za to lewica postuluje jakieś… dziwne rzeczy typu ograniczenia prędkości na autostradach (a czasami i w miastach do 30km/h!), rozbudowanie komunikacji miejskiej itp. No rozbudowanie komunikacji miejskiej jest miłe i spoko, jeszcze żeby do tego szło rozbudowanie infrastruktury parkingowej (a nie wręcz przeciwnie), to byłoby lepiej. I nie że ja jeżdżę szybciej niż 130km/h, bo zdarza mi się to bardzo rzadko (bo za drogo :D zużycie paliwa drastycznie wzrasta), ale właśnie dlatego wolałbym żeby inni mogli – niech se jadą, a nie że będziemy wszyscy na kupie jechać 120 czy 130km/h – zawsze jak mnie ktoś przy tej prędkości wyprzedza, to się cieszę, że mam go z głowy, a jak będzie mi na ogonie siedział, to mnie chyba szlag trafi.
Generalnie jestem wyborcą Partii Piratów (no ja wiem, że to w Polsce śmiesznie brzmi ;) ale oni naprawdę zawsze mieli pasujący mi program, a dodatkowo nie ukrywam że jestem za złagodzeniem prawa autorskiego) ale niestety nie da się na nich głosować w moim landzie (ale dobrze no, obniżenie wieku umożliwiającego głosowanie do 14 lat to też pewien kosmos :D chociaż nie razi mnie aż tak jak bycie przeciw monitoringowi, no ale rozumiem czemu oni są).
Z resztą to nie jest tak że mam coś przeciwko niektórym eko-rozwiązaniom – nie przeszkadza mi zakaz rejestracji pojazdów spalinowych od 2030r., bo i tak mój następny samochód na 99,9% nie będzie spalinowy (i nastąpi to raczej w ciągu następnych 4 lat, bo zamierzam zgarnąć dotację :D ) ale ta w ogóle jakaś taka tendencja do dyskryminacji tego, że ludzie w ogóle samochody mają… obrzydza mnie wręcz. Nie mam też nic przeciwko zmniejszeniu emisji CO2 (wręcz przeciwnie) ale podnoszenie podatków albo podnoszenie cen lokalnych połączeń lotniczych jest niepotrzebne – jak dla mnie one i tak są drogie i to na tyle, że zawsze wybrałbym pociąg, a jeśli ktoś woli zapłacić 3x tyle tylko po to żeby być kilka godzin szybciej z Hamburga w Monachium, to cóż… niech już płaci 3x a nie 6x, dla mnie to i tak frajer i się nie opłaca ;)
Dalej… partie takie ostro komunistyczne (a są takie, nawet o takich ostentacyjnych nazwach jak „Marksistowsko-Leninowska Partia Niemiec” :D ) mają fajne w programach, że zakaz firm pośredniczących (w zatrudnieniu), ale jednak granice czynszu to nie popieram (to akurat mają i inne partie lewicowe – żeby państwo regulowało jaka może być górna granica czynszu wynajmowanych przez osoby prywatne mieszkań – no nie uważam żeby w coś takiego powinno państwo ingerować, jednak to powinien wycenić rynek, a państwo co najwyżej powinno dokładać ludziom, których nie stać by ten wynajem opłacić).
Btw. inne partie mogłyby się też zainteresować tematem likwidacji firm pośredniczących, a nie pierdołami typu ograniczenie prędkości do 30km/h w miastach…
Przez chwilę pomyślałem nawet że może Basisdemokratische Partei jest jakąś opcją – niby są za demokracją bezpośrednią a to w sumie nie jest głupie… ale na stronie jakieś takie antyszczepionkowcy, a to jest dla mnie znak że jednak – no nie ;)

Teraz będzie dygresja. Kiedy tak sobie jechałem na moim urlopie, na trasie pomiędzy Stuttgartem a Friedrichshafen, to sobie pomyślałem że wstąpiłbym do Ravensburskiego muzeum puzzli, ale była 6:00 rano w niedzielę, więc było oczywiście zamknięte… Pomyślałem jakby to było miło gdyby takie miejsca mogły być zawsze otwarte… ale oczywiście wiem, że nie ma sensu opłacać pracownika/pracowników tylko po to żeby może czasem ktoś jak ja odwiedził takie miejsce o 6:00 czy 3:00 nad ranem… ale gdyby tak nie był potrzebny pracownik? Wymyśliłem taki scenariusz na zwiedzanie różnych np. muzeów: zwiedzający wcześniej wypełnia formularz, podaje konto bankowe i podpisuje zgodę na ściągnięcie z konta dowolnej sumy jeśli coś zniszczy (ok – zgoda, to może być za mało jak ktoś poda puste konto ;) więc może konieczność podania karty kredytowej albo prywatnego ubezpieczenia OC byłaby tu lepsza), następnie na wejściu aby drzwi się otworzyły – mogłyby otwierać się na odcisk palca wcześniej zdefiniowanego, ale to mało higieniczne, więc lepiej na skan tęczówki oka – wtedy wiadomo kiedy człowiek (i że to TEN konkretny człowiek) wchodzi i kiedy wychodzi. Oczywiście muzeum byłoby całkowicie monitorowane. Myślę, że to dość zabezpieczeń z którymi ja nie miałbym problemu żebym tylko mógł zwiedzić dowolne muzeum o dowolnej porze, bo czasem po prostu tak jest, że gdzieś przejeżdżam w nocy…
To jednak temat tylko lekko związany z monitoringiem – ja mianowicie chciałbym żeby każdy skrawek przestrzeni publicznej był non-stop monitorowany. KAŻDY. To znaczy kamery wszędzie po opuszczeniu… no najlepiej mieszkania, ale jestem skłonny odpuścić klatki schodowe ;) Miło by było gdyby lasy i pola też mogły być monitorowane, ale to chyba na tę chwilę niewykonalne, więc to może kiedyś, jak będziemy mieć już tak dokładne satelity ;) więc niech to będą chociaż całe miasta. Dlaczego? Bo nie byłoby żadnych przestępstw – żadnych nocą zniszczonych samochodów przez nie wiadomo kogo, żadnych kradzieży, pobić, rozbojów, bo od razu byłoby widać kto to zrobił, skąd przyszedł i dokąd się udał. Większości z tych nagrań i tak nikt by nie obejrzał – nie byłoby fizycznie możliwe żeby każdą minutę ktoś śledził i z resztą nie ma takiej potrzeby – odczytanie nagrań mogłoby następować tylko na wniosek np. właściciela uszkodzonego czegoś (np. stwierdzam rano że ktoś mi porysował samochód – dzwonię na policję, a oni po nagraniach sprawdzają kto), albo ofiary pobicia czy jej rodziny. Gdyby nic się nie stało, nagrania byłyby kasowane, kwestia tylko po jakim czasie – najpierw myślałem, że krótki typu jeden dzień wystarczy ale to jednak z pewnością za krótko – ktoś może przecież być na urlopie i nie zauważyć uszkodzenia samochodu, a rodzina czy znajomi zaginionej osoby też niekoniecznie od razu odkryją, że jej nie ma… więc lepiej jakby tak z rok (albo chociaż pół) te nagrania były zachowane. Czy nie przeszkadzałoby mi, że byłbym ciągle monitorowany? Nie, nie przeszkadzałoby, a tobie aż tak przeszkadza, że ktoś może zobaczy jak dłubiesz w nosie albo drapiesz się po jajkach? Hej, wszyscy to czasem robimy, tak – to trochę krępujące ale nikt ci za to głowy nie urwie ;) A może robisz coś gorszego? No ja też czasem lubię XD ale coś za coś, tu się można ograniczyć. Tak samo jak z przechodzeniem na czerwonym świetle.

Wracając do wyborów… ja już głos oddałem – korespondencyjnie. Wybrałem taki sposób, bo nie bardzo chce mi się pół niedzieli spędzić być może stojąc w kolejce przed lokalem wyborczym – tak myślę, że może być kolejka ze względu na koronę i te odstępy… Poza tym oddając głos korespondencyjnie, przynajmniej dostałem całą listę partii i kandydatów i mogłem spokojnie, dokładnie wybrać. No nie powiem, że przeczytałem wszystkie programy wyborcze – wiele z nich miało np. po 65 stron A4, po niemiecku… żeby przeczytać je wszystkie, to potrzebowałbym chyba z rok ;) a miałem tylko 2 tygodnie (minus czas na dojście listu z wynikami…), ale prześledziłem powiedzmy kilka programów partii, ku którym najbardziej się skłaniałem, a jeszcze kilku więcej przeszukałem pod kątem słów: „ograniczenie prędkości”, „ograniczenie czynszu”, „monitoring” i coś tam jeszcze, czyli kryteria, które w tej chwili są dla mnie najważniejsze. Cały przeczytałem tylko program partii, na którą zagłosowałem. Wybrałem małą partyjkę, która pewnie nie ma szans, więc będę kontynuował tradycję z Polski pod tytułem: „co na kogo zagłosuję, to on od razu odpada” :D No cóż, ale przynajmniej mam poczucie, że się przyłożyłem i wybrałem najlepiej na miarę możliwości.

Partia Humanistów – partia, która powołuje się na humanizm ewolucyjny, postuluje racjonalność i wspieranie tylko tego co jest mierzalne i da się udowodnić naukowo. Dodatkowo popierają eutanazję, aborcję na życzenie do 20 tygodnia, zniesienie ograniczeń w handlu oraz legalizację surogacji, zrównanie pracy seksualnej – to z wikipedii, a z programu bezwarunkowy dochód podstawowy! (i żadnych odgórnych limitów na autostradzie, określania granicy czynszu itp., no wprawdzie coś tam o „możliwie wolnych od samochodów miastach” mają, ale ogólnie całość nie brzmi tak niezdrowo jak u innych). No i jeszcze pragną „poszerzyć tradycyjny obraz rodziny oraz żądają całkowitej prawnej równości jednopłciowych par łącznie z adopcją”. Eutanazję też mają w programie i zniesienie lekcji religii na rzecz etyki. Niestety odrzucają monitoring „po danych biometrycznych” (cokolwiek przez to rozumieją), no ale w obliczu reszty programu chyba mogę to przełknąć ;) (chyba muszę, z resztą jeśli odrzucają „po danych biometrycznych” to może taki zwykły monitoring jaki ja opisuję jednak by dopuścili… tak się pocieszam :D). Są też bardzo proeuropejscy. Ogólnie bardzo mnie się podoba o co postuluje ta partia (i okazuje się, że jednak nawet tutaj jest jeszcze coś do zrobienia ;) idealnie ujęli wszystko, o czym zapomniałem).

Btw. bezwarunkowy dochód podstawowy, to kolejne ciekawe zagadnienie, które może by było warto kiedy indziej poruszyć…

W każdym razie w taki to oto burzliwy sposób przedstawiało się moje oddanie głosu w tych pierwszych tutaj w mojej historii wyborach ;) i choć trudniej było niż w Polskich wyborach, to satysfakcja też większa.

A tymczasem w Polsce: Ostatni dzwonek na udzielenie odpowiedzi Brukseli. „KE czeka do jutra” – ech… lata świetlne.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Jeden komentarz

Zabezpieczone: Jezioro Bodeńskie, Szwajcaria, Lichtenstein (Vaduz), Rothenburg ob der Tauber… (na hasło)

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę wpisać hasło:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

„tam zawsze będziecie gorsi” …???

Zacytuję sobie z Niebieskiego Forum, bo to jest tak dobre:

B.:
„Rozmawiałyśmy ostatnio z mamą o planach na przyszłość i ponownym wyjeździe za granicę. „Tu jednak jesteście u siebie, a tam zawsze będziecie gorsi.” Powiedziała tak, popatrzyła na nasze miny, po chwili wczytu doszło do niej i dodała „No tak, co ja pierdolę”. XD „

– :D :D :D

Swoją drogą taki zbieg okoliczności, bo dzień później dostałem info o tym, że się mogę zaangażować w pomoc przy komisjach wyborczych, jak każdy obywatel (ale chyba tylko nowi dostają takie info listownie :P ), bo w tym roku wybory! Na które oczywiście, ależ oczywiście, że pójdę! Nie po to się starałem o obywatelstwo żeby teraz nie iść! ;)
Swoją drogą jak to miło, że wreszcie mogę dodać tag „wybory” chociaż nie piszę o polskich wyborach :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Jeden komentarz

test osobowości, WOŚP 2021

Znów sobie zrobiłem test osobowości, tym razem po polsku, i już myślałem, że mi coś innego niż ostatnio wyjdzie, a jednak nie: INFJ-A:

Umysł:
4% Ekstrawertyk – 96% Introwertyk

Energia:
55% Intuicyjny – 45% Realistyczny

Natura:
44% Kierujący się logiką – 56% Kierujący się zasadami

Taktyka:
65% Planujący – 35% Poszukujący

Identyfikacja:
63% Asertywny – 37% Czujny

może to tylko trochę inne proporcje niż kiedyś (ale chyba czasami bywam INTJ ;) ).

Edit: a jednak to trochę inny typ niż kiedyś, jeśli to nie błąd ;)

—–

W tegorocznym 29 finale WOŚP na moich aukcjach Allegro zebrałem dla WOŚP 2338,48zł co stanowi pewne poprawienie rekordu z 27 finału… ale jak wspominałem – nakład energii, czasu itp. jak dla mnie nie jest tego wart i na pewno coś zmienię. Planuję może raczej mniej, a cenniejszych rzeczy. Na pewno już nie taką ilość…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Pornhub i te inne

To nie będzie grzeczna notka, bo mi się frustracja długo zbierała ;) Będzie niegrzeczna, brzydka, a nawet wulgarna choć na ogół to nie jest w moim stylu. No i trudno, raz można.

Jak z Pornhuba zniknęły wszystkie amatorskie klipy wideo użytkowników niezweryfikowanych (czyli większości) to troszkę tak się podśmiewywałem – no bo co to? nie ściągłeś se ulubionych pornosów na dysk? to masz za swoje! :D ja ściągam :D Ściągam wszystko co lubię i co się da, bo a któż to wie – może mi internet padnie kiedy akurat będę miał ochotę na konkretny filmik, a może przyjdzie przenocować w miejscu bez internetu, a może po prostu pójdę do sypialni czy łazienki gdzie wi-fi nie działa już tak dobrze… a może właśnie autor usunie (to się czasem zdarza), no generalnie ściąganie ulubionych filmów uważałem zawsze za konieczne (a poza tym wygodne, bo wygodniej pokatalogować na dysku w folderach i poopisywać sobie tak, żebym wiedział co to i czemu to lubię, żeby wystarczył jeden rzut okiem i: „ach to ten film i ten dziś chcę”) i jak widać zaprocentowało – ja chyba niczego nie straciłem ;) Oczywiście nie żebym popierał takie idiotyczne argumenty na usuwanie, ale to za chwilę.
Natomiast w niedzielę, to już wkurzyłem się nielicho jak się okazało że na jednym portalu, i to na tym na którym byłem najbardziej aktywny, zniknęły WSZYSTKIE moje treści z mojego profilu – nie oszczędzili nawet zdjęcia i tła profilowego. No żesz cholera, to nie można było najpierw poprosić o weryfikację, a dopiero potem usuwać mi zdjęć i filmów? No dobrze no, to że mi wszystko wyj**ali w kosmos, to jeszcze nie jest koniec świata – wszak jasna sprawa, że swoje materiały też mam elegancko poukładane (no przynajmniej tamte są poukładane elegancko, bo setki megabajtów nowych czeka jeszcze na swoją kolej…), fakt że one już miały swoje wyświetlenia i takie miłe komentarze, których trochę szkoda… ale no w sumie wtedy kiedyś mnie to podjarało, więc spełniły swoje zadanie tak czy inaczej :P Samo zweryfikowanie się to dla mnie też nie jest aż taki problem – nie mam schizy że o Boże cośtam, zrobię to pewnie. Ale po pierwsze wszedłem tam w niedzielę w nastroju na długą sesję zakończoną samozadowoleniem, a jak to wszystko zobaczyłem, to od razu mi się odechciało XD (a naprawdę takie miałem plany, akcesoria przygotowane, w sumie planowałem sesję na kamerkach na żywo, więc to już w ogóle). Po drugie wielu ludzi tego nie zrobi (nie zweryfikuje się) i stracimy bezpowrotnie mnóstwo fajnych amatorskich nagrań, a co w zamian dostaniemy? Filmy profesjonalne – czyli te z babami z cyckami, które wyglądają jak przyklejone do ciała… (a ja chociaż wolę chłopców, to w porno lubię kobiety… ale no nie takie sztuczne), z resztą to się tyczy każdej dziedziny porno – hetero czy gejowskie, ja chyba tylko amatorskie oglądam. Zerknąłem nawet na te pornosy zweryfikowanych profili z transami k/m… i wtedy to już całkiem ciężko było coś z siebie wykrzesać XD Zrujnowali mi wieczór :P No a jak wszedłem żeby się może zweryfikować… no spoko tylko wtedy muszę wrzucać płatne treści. Także nie wiem, może zmienię jednak portal, bo nie podoba mi się taki wymóg, a dlaczego nie mogę dzielić się swoimi filmami za darmo? Chyba są jeszcze takie portale? (tam też jakoś można te darmowe wrzucać… ale właśnie tak jakoś te darmowe to strasznie krótkie, nic tam ciekawego już chyba dla siebie nie znajdę, więc chyba podziękuję temu portalowi ostatecznie). Chociaż może to znak, że już powinienem zacząć na tym zarabiać? może wszechświat tym mi właśnie daje znaki? ;) w sumie jakby jakoś tanio udostępnić, to może wpadnie parę groszy, a zawsze to jakaś kasa za free. Pomyślę. No tylko czy z kolei nie wymagają jakiejś super jakości…

No ale wróćmy do początku całej tej porno-afery.
„The Children of Pornhub” (jakby Wam też stronę zasłaniał komunikat o loginie, to można treść po prostu skopiować i przeczytać z notatnika ;) ) – noo jeśli czyjeś życie się załamuje, bo film porno z nim trafił do internetu, to jest to bardzo smutny komentarz na temat dzisiejszego świata, no bo jak to? Fapać do kogoś to można, ale żeby go szanować, to już niee… Tak to wygląda? Serio? Nosz k… ty powinieneś/powinnaś po rękach całować tą osobę, że Ci zapewniła trochę przyjemności, a nie jeszcze nie szanować!!! :[ No k…, serio to jest takie ważne kto, kiedy, z kim, w jakiej ilości, w jaki sposób (jeśli nie krzywdzi nikogo i nie – „krzywdzenie” siebie się nie liczy), ile razy, za jakie pieniądze uprawia seks? Serio?! Po tym oceniasz człowieka? No brak mi słów. Że tak sparafrazuję ten cytat: „Bóg nie zapyta o Twoje wyznanie, zapyta o Twoją MIŁOŚĆ do bliźniego.” – osobiście uważam (choć wiem, że wielu ludzi się ze mną nigdy nie zgodzi), że o seks i porno też nie zapyta, ale miłość do bliźniego ujawnia się także w szacunku do niego nawet gdy ten jest aktorem porno albo prostytutką. I nawet kiedy robi to z przyjemnością!
Treści z tego linka skomentuję jednak za chwilę po polsku (a może będę skakać między jednym a drugim). Jednak trochę po tym newsie ukazał się ten, więc jednak są jeszcze normalni ludzie. Sam bym tej dziewczynie pomógł, gdyby była z okolicy. Bo w ogóle… że w ogóle potrzebuje pomocy ktoś tylko dlatego że porno z nim ujrzał internet, to ten świat jest chory. Kiedyś miałem jakieś wątpliwości co do siebie – co by było gdyby ktoś znajomy zobaczył moje? tak teraz już nie mam – no co by miało być? Albo by uznał, że to jest cool, albo co mnie obchodzi opinia kogoś, kto w pornosach widzi coś złego? Albo nawet nie tyle w pornosach, co w występowaniu w nich. W ogóle nie chce mi się z kimś takim gadać.
Dobra, teraz ten polski link: „Pornhub usunął ponad 10 mln filmów. To efekt wielkiego skandalu”:
„Jest jednak druga strona firmy: to witryna pełna filmów z gwałtami. Monetyzuje gwałty na dzieciach, filmy z ukrytych kamer przedstawiające kobiety biorące prysznic, treści rasistowskie i mizoginistyczne, a także nagrana duszonych kobiet z plastikowymi torbami na głowie. Gdy wpiszemy w wyszukiwarce frazy „dziewczyny poniżej18 lat (bez spacji) lub „14lat”, otrzymamy ponad 100 tys. wyników. Większość z nich to nie treści pedofilskie, ale takie również tam znajdziemy.”
– nigdy nie trafiłem (a sprawdzałem ale ok, nie twierdzę, że nigdy takie się tak nie zdarzyły). Poza tym skoro „większość z nich to nie treści pedofilskie”, to o co chodzi? Znaczy nie zrozumcie mnie źle, oczywiście pedofilia powinna być kasowana, ale w tym artykule w Timesie mają problem nawet właśnie z tym, że:
” A search for “13yo” generates 155,000 videos. To be clear, most aren’t of 13-year-olds, but the fact that they’re promoted with that language seems to reflect an effort to attract pedophiles.”
– serio? Macie ich za aż takich idiotów? Przecież to szkoda czasu na oficjalnych stronach szukać treści pedofilskich, pedofile to siedzą na TORze czy tam jeszcze Bóg wie gdzie, kiedyś można też było takie treści przez p2p znaleźć, a teraz to nie wiem. A to całe „promowanie takiego języka”, heh… czy to się komuś podoba czy nie, jest w pewnym sensie ewolucyjnie zakodowane, że młoda partnerka pociąga większość… no a chyba to lepiej że ktoś się podjara kobietą pełnoletnią która wygląda na mniej niżby miał faktycznie jakichś nastolatek szukać?! Bo przecież zakazy nie sprawią, że młode przestaną pociągać. Dalej… „treści rasistowskie i mizoginistyczne” – no śliska sprawa. Tak, to jest rasistowskie kiedy się uważa, że czarnoskórzy to zawsze mają duże penisy i tak się ich postrzega (mimo że to zdaniem wielu białych facetów jest zaleta, nie – to jest faktycznie rasistowskie), ale w porno… to jest fetysz dla wielu ludzi i to po obu stronach (także dla tych czarnoskórych, którzy mają duże penisy i lubią uprawiać seks z białymi kobietami, więc…). I tak – w porno jest dużo treści mizoginistycznych, ale znowu: jeśli kobietę podnieca bycie poniżoną, to jakie filmy ma oglądać jednocześnie wykluczając te w których… kobieta jest poniżona? Ja rozumiem, tu chodzi o weryfikację i nie neguję tej akcji… tylko że to wszystko nie tak powinno być uzasadniane i nie tak powinno się odbyć. A te kobiety z „torbami na głowie”… asfiksjofilia to też popularny fetysz, nawet jeśli niebezpieczny. Przecież nie można prewencyjnie zabraniać wszystkiego tylko dlatego że może być niebezpieczne. Jedzenie może być niebezpieczne – można się udławić.

„W przeciwieństwie do YouTube’a Pornhub umożliwia pobieranie takich filmów bezpośrednio ze swojej strony.”
– lol, i to robi jakąś różnicę? Ściągnąć film z YT to kilka kliknięć, a na tych wszystkich Pornhubach i xHamsterach to ja przez długi czas nawet nie wiedziałem, że jest opcja pobierania bezpośrednio, bo jak widzę na którejś z dziesiątek porno stron ciekawy film, to klikam swoją wtyczkę a nie szukam przycisków czy linków do ściągania :D bo szkoda czasu w ogóle rzucać okiem w poszukiwaniu tych linków do downloadu, tyle tych porno stron jest. Ale jeśli ktoś myśli, że taką wielką różnicę robi przycisk „Download” to… ok, niech tak myśli dalej XD Faktycznie jakby to miało coś zmienić, to zabrać tą opcję, dla mnie i tak nie ma znaczenia ;)

„Visa i Mastercard zrywają współpracę”
– Visa i Mastercard mają u mnie minusa jak stąd do Warszawy i z powrotem.

Ale już najgorsze co w tych artykułach przeczytałem, to to:
„It has also compiled a list of banned content. I obtained a copy of this list, and it purports to bar videos with terms or themes like “rape,” “preteen,” “pedophilia” and “bestiality” (it helpfully clarifies that this “includes eels, fish, octopus, insects”). Diapers are OK “if no scatophilia.””
– znaczy no spoko, wiadomo że to treści zakazane te z początku (chociaż jak „rape” jest udawany, niechby nawet nagrany przez te profesjonalne firmy, to co wtedy? między 31 a 57% kobiet, bo nawet nie mężczyzn, ma fantazje o gwałcie, a teraz nawet nie można wyszukać takich filmów? no heloł?!), ale chodzi mi o ostatnie zdanie. Ok, scat to jest dla mnie wyjątkowo odpychający fetysz, chyba najbardziej… ale kurcze, przecież nikogo nie krzywdzi. I nie wciska się jak ktoś nie chce, można znaleźć takie filmy, ale trzeba szukać, inaczej nie są nachalne. Więc co to kurde ma być że strona porno wartościuje fetysze?! Poważnie?! Strona porno???!!!! Poczułem się zniesmaczony tym zachowaniem daleko bardziej niż tym fetyszem (coś w rodzaju, parafrazując: „Nie podzielam twojego fetyszu, ale po kres moich dni będę bronił twego prawa do jego praktykowania.” ;) ).

Wracając do kwestii weryfikacji… że tylko ludzie zweryfikowani powinni móc wrzucać filmy – w sumie dla mnie jako potencjalnego aktora i producenta to nawet spoko opcja :P ja bym się zweryfikował i tym samym może zmniejszył konkurencję ;) Ale no raczej nie na portalu który już tylko na płatne treści stawia (bo po prostu nie popieram takiej idei). Więc trza będzie jakiś research zrobić i wybrać może jakiś inny… (tyle że Pornhub też mnie zniechęca, bo patrz wyżej). Choć przyszło mi też do głowy, że marzy mi się założyć portal porno, który by był wyłącznie za darmo, tylko za darmo, wszystko by było na nim obowiązkowo za darmo i żadni zarabiający na filmach nie mieliby tam wstępu (od razu byliby wywalani i blokowani pragnący na filmach zarabiać) – to też fajna inicjatywa :P tyle że oczywiście serwery kosztują… i niekoniecznie darowizny pokryłyby wydatki… Ale marzenie jest ;)

Jeszcze taki fragment z artykułu:
„“They made money off my pain and suffering,” an 18-year-old woman named Taylor told me. A boyfriend secretly made a video of her performing a sex act when she was 14, and it ended up on Pornhub, the police confirmed. “I went to school the next day and everybody was looking at their phones and me as I walked down the hall,” she added, weeping as she spoke. “They were laughing.””
– cóż, że nastolatki to idioci, to nie jest nowość. Może nawet nie tyle idioci, co po prostu wyśmiewają wszystko co możliwe. Ale że dorośli ludzie zachowują się podobnie, to jest to szokujące, zniesmaczajace i odpychające.

„She thought, “I’m not worth anything any more because everybody has already seen my body,” she told me.”
– no i kto jej takie idiotyczne przekonanie wpoił? No kto?! :[ Porno niszczy ludziom życie – och Boże, to może nie niszczcie tym ludziom życia, to ich życie nie będzie zniszczone?!!!
Jestem tak zły, że nawet mnie nie obchodzi czy ktokolwiek podziela moje zdanie. Wolę być sam jeden odosobniony w nim, niż podzielać jakieś durne normy moralne całej reszty.
A jeszcze mi się przypomniało że czasem np. na jakichś portalach pod profilami aktorek porno widziałem komentarze w stylu: „Ciekawe czy rodzice są z niej dumni?” – noo 10000000x bardziej byłbym dumny gdyby moja córka była aktorką porno niż gdyby wygłosiła pod czyimś profilem taki komentarz (wtedy to z pewnością nie byłbym dumny, uznałbym za porażkę wychowawczą, że nie przekazałem dziecku podstawowego szacunku do innych ludzi, natomiast jeżeli z szacunkiem do innych wykonuje jakąkolwiek pracę zarobkową, to ani to nie jest w mojej opinii powód do dumy ani /tym bardziej/ do wstydu). I tyle.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Podsumowanie 2020

Większość ludzi powie, że to był okropny rok (wiadomo czemu – bo korona i wszystkie z tym związane trudności) i na szczęście już się kończy i oby następny był lepszy… a dla mnie to był… piękny rok, w którym miałem 6 tygodni jakby dodatkowego urlopu (i dlatego właśnie był taki piękny :P ), nie 100% płatnego, ale prawie, i jak się pracuje na zmiany to ja tej różnicy właściwie nie odczułem, a 6 tygodni siedziałem sobie w domu i ogarniałem życie ;) I czas miałem jeździć do polskiego sklepu rowerem, czas się zatrzymać i odpocząć… Dla mnie to ważne. Czas dla siebie jest ważny, najważniejszy.
Podróżniczo… też właściwie zrealizowałem swoje plany – egzotyczna wycieczka kiedy jeszcze u nas była zima – tak jak chciałem (i kiedy jeszcze było można ;) ), a latem (no jesienią) krajowa. Wszystko tak jak planowałem. I kilka wypadów weekendowych, także jest naprawdę dobrze pod tym względem mimo takiego roku. Nie no, serio, ja nic negatywnego nie poczułem tylko wręcz przeciwnie. Aż wstyd pisać, bo ludzie w depresję popadają i pracę tracą (podobno). Aha, ja dostałem umowę na czas nieokreślony – tego się w ogóle w takim roku nie spodziewałem :D Czy to dobrze czy niedobrze, to nie wiadomo – jak w tej przypowieści z początku notki. Ale w tym roku też nie chce mi się pisać o pracy. Otwieram notkę sprzed roku i podsumowuję kolejne kwestie.
Najważniejsze osiągnięcie, to wiadomo: obywatelstwo. Przeczytałem 70 książek… no „przeczytałem” to za dużo powiedziane :P może bardziej „poznałem treść” ;) bo odkryłem że zmiana druga i trzecia świetnie się nadają do słuchania ebooków w opcji Text-to-speech ;) (tym trudniej mi teraz czytać tradycyjne książki, skoro ebooka mogę czytać, a kiedy akurat nie mogę, to puścić sobie żeby czytnik mi czytał). I po raz pierwszy od dawna tak trochę mi „wychodzą” książki do przeczytania – takich których chcę przeczytać i posiadam zostało kilka, może 10, może max kilkanaście… kilka książek chcę przeczytać (przesłuchać) ponownie, a potem trzeba będzie się przemóc i kupować ebooki ;) Ale najpierw napiszę do Allegro zapytanie co to w ogóle za idiotyzm, że nie można tam odsprzedawać ebooków – dla mnie to oburzające (tak, to nie za mocne słowo). Mogę przecież kupić książkę papierową, zeskanować ją i odsprzedać i wszystko jest super, natomiast nie mogę kupić ebooka, odsprzedać go i skasować? Ludzie już w tej walce z piractwem fiksują całkowicie. A serio – prędzej zrobiłbym sobie skan i odsprzedał książkę (zrobiłem tak z kilkoma) niż odsprzedał ebooka, którego równocześnie bym zatrzymał (tak nie zrobiłem nigdy i to wydaje mi się nie w porządku).
Jeśli już mowa o Allegro, to płynnie przejdę do kilku słów o przesyłkach. O tym nie pisałem już dawno, ale właśnie przed chwilą uporządkowałem dowody nadania starych przesyłek, to raz sobie znowu zanotuję ;) W 2018 (tak, jeszcze z wtedy miałem kwitki) wysłałem (no nie wszystko osobiście) 40 paczek, natomiast w 2019 już tylko 27 (ale i co 28 poleconych i co najmniej 28 przesyłek kurierskich oraz dużą ilość listów zwykłych), to dlatego że Poczta Polska przestała być konkurencyjna dla przesyłek kurierskich. W 2020 wysłałem 18 poleconych, co najmniej 28 kurierskich (nie na wszystkie miałem drukowane potwierdzenia, więc nie policzę dokładnie, 20 paczek i znów niezliczoną ilość listów zwykłych ;) ). I zaprawdę powiadam Wam, muszę z tym skończyć. Tzn. nadal bardzo lubię pakować, ale całe to fotografowanie, obsługa przedmiotów… no nie chce mi się już, chyba się starzeję ;) Wolę sobie konsumować YouTuba i grać w smoki na komórce (Merge Dragons – się wciągnąłem :D ). Znaczy fajnie wystawić coś na WOŚP… ale pójdę raczej w małą ilość droższych przedmiotów niż dużą tańszych – efekt będzie podobny tylko mniejszy nakład pracy. I ogólnie nadal – jak najmniej przedmiotów, jak najszybciej pozbywać się zbędnych, a teraz dochodzi jeszcze: nie trzymać za dużo (najlepiej nic) na WOŚP (a i tak coś się pewnie znajdzie na WOŚP pod koniec roku, więc nie trzeba tego trzymać cały rok).
A co do minimalizmu – wymieniłem w tym roku meble w salonie – bo tak mnie naszło, żeby były bardziej minimalistyczne ;-) I jestem zadowolony, teraz podoba mi się bardziej. Znaczy te stare kiedyś też mi się bardzo podobały… nadal mi się podobały ale już nie tak bardzo, a nowe podobają mi się bardziej ;) Kosztowało mnie to… no właśnie wyrzuciłem już wyliczenia, ale chyba coś koło 250€ mi wyszło odliczając to co odzyskałem na odsprzedaży starych (IKEA Besta, białe, fronty z połyskiem, część używana – wiem, miałem już białych mebli nie brać, bo się brudzą, ale nie mogłem się oprzeć :D ), w ogóle lol, bo fronty były o połowę tańsze w Polsce (więc tak kupiłem :P ), ale już np. półki były droższe (więc kupiłem u siebie :D ).
Co tam jeszcze podsumowują minimaliści… ;) wydatki odzieżowe ;) No to w zeszłym roku kupiłem buty zimowe (używane) za 15€ i Buff za… 18$ + 24$ (przesyłka). No wiem, chyba to nie było aż tyle warte :D ale ja się uparłem na konkretny wzór Buffa i mieli go tylko w USA z drogą przesyłką :P Ale poza tym nie kupiłem nic więcej, bo jakoś nie mam potrzeb odzieżowych ;) a wszystkich innych też mało.

Postanowienie na przyszły rok… no teraz to już nie robię chyba żadnych ;) Ale mocno jestem nastawiony na jeszcze większą wolność od tych wszystkich „zobowiązań”, które sam sobie narzucam – ogólnie jest z tym lepiej ale jak co roku od kilku lat: początek roku lepszy, potem trochę gorzej. Niby jakiśtam bilans odpoczynku i relaksu jest nie najgorszy, ale ostatnie dni, to znowu czuję presję czasu, że już zaraz wyjeżdżam, a tu jeszcze tyle trzeba ogarnąć (te aukcje itp.). Jak już wrócę do siebie, to dopiero wtedy będę odpoczywać – po świętach :D No ale kwarantanna, to też spokój, już się cieszę ;)
Aa, no i planowałem sobie zaszczepić się na covid jak najszybciej – bo tak! :D a tak z przekory! :D Aż tu usłyszałem nową teorię: pierwsze szczepionki będą jeszcze niegroźne, żeby ludzi nie zniechęcać. Aaach taak… To czy ktoś mógłby powiedzieć mi, będę wielce zobowiązany, kiedy już wejdą te trefne? Żebym wtedy mógł się zaszczepić :D Chociaż i tak, przekonany na 1000000% o tym jestem, będzie jakaś nowa teoria czemu mi nic się nie stało ;) No cóż, takie życie, inaczej byłoby zbyt nudno ;) A swoją drogą jak widzę tą reklamę o noszeniu maseczek, to zażenowany jestem, że w ogóle trzeba taką puszczać. Tak sobie myślę że zamiast na taki komunikat społeczny wydawać kasę, powinni na edukację – co by dzieci uczyć weryfikacji źródeł, bo to chyba tej umiejętności brakuje co raz większej liczbie ludzi posługujących się internetem…
Wracając do tego odpoczynku po świętach – właściwie moim głównym celem jest teraz żeby na takich świętach czy urlopie właśnie odpoczywać, a nie tylko ogarniać różne inne, często sobie samemu narzucone, sprawy.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Jeden komentarz

Obywatelstwo (cz.2) + zmiana dokumentów

Tutaj część 1, a teraz jak obiecałem będzie kontynuacja.
Czekałem tak sobie od stycznia, nastały czasy korony, całe tygodnie wolnego, byłem całkiem pewien, że nie przedłużą mi umowy. A jednak! Moja umowa została przedłużona, więc czym prędzej dosłałem ten dokument. I czekałem kolejne ponad 2 miesiące aż dostałem maila (wcześniej telefon, ale nie mogłem odebrać), że mój wniosek o obywatelstwo został rozstrzygnięty pozytywnie, proszą o kontakt w celu ustalenia terminu odbioru. Zadzwoniłem, umówiłem się (akurat zaraz potem miałem mieć urlop, ale udało się jeszcze wcisnąć przed nim ten odbiór). Normalnie akt nadania obywatelstwa odbiera się na uroczystości wraz z innymi kandydatami, gratulacjami itp. ;) ale w tym roku przez pandemię jak wiadomo nic nie jest normalnie, dlatego ja swój odebrałem po prostu w urzędzie. Trochę nie wiedziałem jak się na to ubrać ;) to niby tylko zwykła wizyta w urzędzie, więc garnitur to chyba nie bardzo, a z drugiej strony jednak jest to jakaś podniosła chwila… więc wybrałem najlepsze jeansy i sportową marynarkę oraz koszulę – tak pomiędzy strojem codziennym, a eleganckim :P I chyba był to dobry wybór. Była to też moja pierwsza wizyta w urzędzie od czasu korony – z maseczkami, dezynfekcją rąk na wejściu do pokoju itp. Oczywiście najpierw labirynt – to wiadomo ;) (ale wychodząc tym razem mi się chyba udało nie błądzić), potem miła pani znów pytała o Freizügigkeitsbescheinigung (w sumie przez telefon facet z którym umawiałem termin poprosił żebym to przyniósł jeśli jeszcze mam, jeszcze miałem więc przyniosłem), oddałem – od lat nieważny dokument, ale to chyba miało być tak uroczyście, że oddaję go, bo już mi nigdy nie będzie potrzebny – teraz jestem obywatelem i mam prawo tu przebywać dożywotnio bez żadnych warunków ;) Następnie zakomunikowała mi, że nabywam dzisiaj obywatelstwo, moje drugie (co ma swoje plusy i minusy np. takie że w kraju, którego obywatelstwo pozostawiam ambasada mi nie pomoże i podlegam jego ustawodawstwu – kiwam głową na co pani: „Ale to pan pewnie wie” – nie wiem czy wiem, ale to w sumie logiczne ;) ), wytłumaczyła mi, że zanim wystąpię o dowód koniecznie mam przeczytać załączone strony dotyczące dopasowania nazwiska do ustawodawstwa tego kraju. Potem miałem jeszcze powtórzyć po niej, że „Przyrzekam uroczyście przestrzegać konstytucji i wartości RFN…” Na końcu spytała czy mam konstytucję, chciałem mówić, że nie ale jest w internecie, ale po „nie…” dostałem ją po prostu w prezencie ;) No ok. I to by było na tyle. Mało uroczyście wyszło, no ale cóż, takie czasy ;)

Tu by opis mógł się kończyć i kończyłby się (no może jeszcze napisałbym o dowodzie) gdyby nie te imiona i ich zmiana…
A więc potem miałem urlop – przez 3 tygodnie nie robiłem nic. A potem umówiłem się do miejscowego Urzędu Stanu Cywilnego dopasować imiona i nazwisko. Bo to jest tak, że mam dwa imiona w sumie całkiem tutaj zrozumiałe, zapis drugiego nawet też przechodzi bez problemu (chociaż tutaj pisze się raczej inaczej), ale w pierwszym ludzie zawsze robią błąd – właśnie dlatego, że różnica miedzy polską, a zagraniczną formą jest minimalna… ale jest. Jako że ZAWSZE mi robili błąd, a ja jednak zamierzam tutaj spędzić życie, a nie w Polsce (gdzie z resztą jest to na tyle rzadkie imię, że połowa też je z błędem zapisuje ;) swoją drogą tutaj jest to jedno z 10 najpopularniejszych co roku imion :D także rozrzut spory ;) ), postanowiłem dopasować formę do obowiązującej tutaj. A ponieważ zrobiłem to z pierwszym imieniem, uznałem że drugie zostawiać przy tym po staremu to jakoś tak głupio i drugie też zdecydowałem dopasować. Takie czasy, że termin trzeba wszędzie, więc umówiłem go i poproszono mnie o przesłanie mailem aktu nadania obywatelstwa i aktu urodzenia wraz z tłumaczeniem. Spoko – akt obywatelstwa to nie problem, a co do aktu ur., to pewien byłem że urzędnik nie doczyta… i oczywiście dostałem maila zwrotnego, że mam przynieść prawidłowy akt na termin, bo przesłałem niewłaściwy :D Chciałem nawet odpisać i tłumaczyć, ale dałem sobie spokój, zabrałem ten sam akt i osobiście wytłumaczyłem, że to niestety jest prawidłowy akt, a ja jestem ts i tak to w Polsce wygląda, po czym wskazałem drobny druczek na drugiej stronie i tłumaczenie, pani się wczytała: „Ach tak.” i na tym się skończyło :) Ale zanim to nastąpiło to opiszę sobie drogę – bo to tym razem był inny urząd (ten, w którym wszystko dotychczasowo w tym mieście załatwiałem to tzw. „Urząd do spraw obywatelskich” – meldunki, obywatelstwa, sprawy imigracyjne, prawa jazy, karty pojazdu itp… ale imiona w USC, a to inny budynek, w innej części miasta). Trochę stresowało mnie to, że aby się dostać do tamtej części miasta, muszę kawałek przejechać, zwłaszcza że przez takie spore rondo którego nie lubię ;) W dodatku nie bywam tam i nie wiedziałem jak wygląda sprawa parkingu – stanąłem wzdłuż głównej ulicy, było przed 8:00, więc za darmo, ale już od 8:00 płatne. No nic, stanąłem i patrzę na ten urząd, a może ma swój parking? I miał, tylko trzeba było na tyły przejechać – wróciłem do auta i przejechałem. Potem wejście też nie było całkiem proste, bo korona i niektóre wejścia pozamykane. Ale dotarłem, załatwiłem. Aha, mogłem zmienić też nazwisko. I co ciekawe – jako że moje nazwisko jest dość polskie, mógłbym chyba wybrać sobie całkiem dowolne nazwisko! :P Ale jednak jako tako jestem do mojego przyzwyczajony, więc na początku chciałem zostawić jak jest, a w końcu usunąłem tylko polski znak (i tak nikt tu go nie pisze poza może urzędem meldunkowym). W sumie to było tak, że mówię, że chcę zmienić imiona. Ona pyta o nazwisko, a ja pytam czy powinienem :D ona że jak chcę i to moja decyzja, ja pytam czy to problem jak zostanie polski znak, ona że nie powinien być, po prostu nie będzie przez większość instytucji zapisywany – tak jak dotychczas, ja że ok. Wypisała dokument, czytamy, patrzy że zrobiła błąd w moim mieście urodzenia, poprawia, ja myślę nad tym nazwiskiem dalej ;) wydrukowała nowy papier, czytamy, ja stwierdzam że jednak usuńmy ten polski znak :D znów poprawia :D ale bez problemu, to jednorazowa decyzja, której nie można zmienić, więc lepiej zdecydować świadomie, a nie potem żałować, że bez sensu – zmieniłem imiona, a nazwisko z polskimi znakami nie wiadomo po co zostało ;) Ciekawostka: zmiana imienia i/lub nazwiska tutaj nie pociąga za sobą żadnych konieczności w Polsce – z tego wynika, że można nosić tam zupełnie inne imię i nazwisko niż tu i wszystko będzie legalnie, zgodnie z prawem :D Ja z resztą chyba nawet nie zamierzam zmieniać tego zapisu w Polsce, nie chce mi się ;) poza tym fajnie może mieć tu tak, a tam po staremu ;) Z resztą u mnie akurat to naprawdę drobna zmiana była.
Koszt: 38€.

Ok, jak już miałem imię, zrobiłem termin na złożenie wniosku o dowód (to znowu w tym urzędzie ds. obywatelskich, na szczęście). Noo terminy to tam są odległe… znaczy właściwe, to może w ciągu 2-3 tygodni ten termin miałem. Poszedłem, nawet było bliżej niż z papierami po to obywatelstwo (obywatele mają lepiej – nie muszę iść przez cały budynek żeby załatwić swoje sprawy XD ale jak myślicie, że trafiłem do wyjścia na stronę parkingu, to oczywiście nie tym razem :D ). Wątpliwości miałem takie, że mam już ponad roczne zdjęcie, którego użyłem też do polskiego dowodu – jak pani to zauważyła, to mówi, że już trochę stare i nie powinna go przyjąć… ja oczywiście wcześniej wsio poczytałem i wcale nie ma takiego wymogu żeby zdjęcie było nowe – polecane jest nie starsze niż 3 miesiące lecz to nie jest wymóg – ale akurat to zdjęcie mnie się podoba, a poza tym naprawdę się nie zmieniłem, więc mówię pani, że wyglądam dokładnie tak samo – nawet zdjąłem na moment maseczkę żeby się przyjrzała, westchnęła i przyznała mi rację i zdjęcie przyjęła bez dalszych dyskusji ;) Dalej: czy chcę z odciskami palców, dla formalności zapytałem co mi to daje (kwestie bezpieczeństwa, lepsza weryfikacja), oczywiście ja naczelny „nie wierzę w inwigilację i nie boję się podawać swoich danych, ile wlezie!” ;) tylko dla formalności zapytałem, bo od początku zamierzałem zostawić odciski ;) Na koniec dostałem karteczkę i informację, że jak dostanę list z PINem, to za około tydzień dowód będzie do odebrania. Ok, po 2-3 tygodniach list dostałem, aaaale dowód nie był do odebrania za tydzień, bo terminów na za tydzień to nie było :D terminy na odbiór dowodu (5 minut) dostałem na za chyba 6 tygodni… Nawet zadzwoniłem telefonicznie mając nadzieję, że może jakiś się zwolni wcześniej albo jest jakaś możliwość… nope, takie są terminy i koniec (dostałem termin na 16 grudnia…). Jednocześnie umówiłem termin na zmianę dowodu rejestracyjnego i karty pojazdu (na 24 listopada na 11:15) – czy się uda bez dowodu to mi miły pan na infolinii sam nie potrafił powiedzieć, ale powiedział, że powinno się udać, a jak będą robić problemy, to mam powiedzieć, że nie moja wina, że ten termin był szybciej i niech się skontaktują z urzędem od dowodów (znajdującym się z resztą w tym samym budynku), bo mój dowód tam sobie już leży. No racja, tak zamierzałem zrobić, ale ponieważ terminy ogólnie można umówić i odmówić przez internet, zamierzałem też polować, a nóż się uda szybciej. Polowałem, raz już mi się prawie udało – o widzę termin na następny dzień! Klikam, że chcę zarezerwować, trzeba czekać na maila, w którym jest link, który trzeba kliknąć by potwierdzić, a następnie odsyłają potwierdzenie. Czekam więc na maila, w którym trzeba kliknąć… – jest, klikam by potwierdzić, przychodzi mail: niestety nie udało się. No super :/ Polowałem wytrwale i w końcu, 23 listopada wieczorem widzę termin na następny dzień rano! Znów klikam, mail, potwierdzenie, tym razem się udało! Termin: 8:20 rano :D (a więc jak zwykle na drugiej zmianie około 5:00 poszedłem spać na niecałe 3 godziny, wstałem, pojechałem do urzędu po dowód, wróciłem spać na niecałe 2 godziny, wstałem, pojechałem do urzędu zmienić dowód rej., wróciłem spać na jakąś godzinę :D ). Niestety spanie na raty to u mnie nic nadzwyczajnego… No ale wracając do załatwiania: to ten bliski urząd, jakby to było lato, to szkoda by było samochodem, bo spokojnie można rowerem, ale nie było lato poza tym ja chcę spać ;) więc samochodem to chwila. Wchodzę po odbiór dowodu, pokazuję numerek rezerwacji, pani na recepcji wskazuje gdzie iść, tam poczekalnia (z szeroko rozstawionymi krzesłami), potem wchodzę do pokoju (też blisko, zaraz obok poczekalni), dowód odebrałem dość szybko, chociaż chwilę pani szukała, bo na akcie inne imiona, ale pokazałem też zaświadczenie o zmianie, dowód odebrałem! I cóż mogę powiedzieć? Ładna kolorystyka, ale czcionka nie dla niedowidzących ;) (polskie dowody mają brzydszy kolor, ale o wiele wyraźniejszą i ładniejszą czcionkę).
Po tych dwóch godzinach wróciłem wymienić dowód rejestracyjny i kartę pojazdu – wchodzę do tej samej recepcji, pytam tych samych pań :D ale mnie pokierowały do innej recepcji, półpiętro wyżej. No fakt, tam też wyrabiałem prawo jazdy w zeszłym roku i dowód rej. parę lat temu. Skoro dowód już mam, to dumnie mogłem podać :D i nie martwić się, że coś będzie nie tak. Karty pojazdu wymieniać nie musiałem, bo jest miejsce na drugi wpis, więc tylko dopisała. Też sympatyczna pani mówi, ze nieźle mam zachodu z powodu jednej litery, mówię, że tak, ale w duchu myślę sobie że to jednorazowo, a potem będzie spokój na zawsze ;) Prawa jazdy nie wymieniam, bo nie trzeba (nawet w przypadku większych zmian jak np. ślub – nie trzeba tutaj zmieniać danych w prawie jazdy, jedynie przy wyjazdach za granicę może być to polecane… no ale jak mówiłem – u mnie zmiana jest na tyle mała, że i tak widać że ja to ja ;) więc szkoda pieniędzy i czasu na taką zmianę), zresztą naprawdę – nie dokonałem zmiany zapisu imion żeby wszędzie świecić nowymi (i że taki jestem tutejszy ;) ), tylko żeby nie musieć wiecznie tłumaczyć i literować.

No i strasznie się cieszę, że mam już ten dowód, bo jak wcześniej zadzwoniłem do banku zapytać jak mogę zmienić dane (bank internetowy), to usłyszałem, że muszę się zweryfikować na poczcie – znaczy ja znam to postępowanie, tak samo zakładało się w nim konto, no ale to nie jest możliwe bez dowodu :/ Problem w okresie przejściowym polegał na tym, że taki tutejszy ZUS od razu mi wysłał coroczne rozliczenie z nowymi danymi (widać do nich trafia to automatycznie), więc chciałem jak najszybciej poinformować pracodawcę – to też nie problem, bo zaświadczenie o zmianie imienia wystarczy, ale jak informuję pracodawcę, to wypadałoby i bank, a bank… jak wyżej :/ Także jedne instytucje nie mają problemu z samym zaświadczeniem (kasa chorych na przykład – mieli formularz „załącz dokument” i zaświadczenie bez problemu przeszło, tak samo spółdzielnia od której wynajmuję mieszkanie – ci to mi jeszcze nawet ładnie zadzwonili potwierdzić, że przyjęli zgłoszenie ;) ), inne „prosimy skan dowodu listem lub faksem” (LOL – Payback chciał ode mnie skan dowodu, no komedia :D poważna firma, nie pogadasz ;) podczas gdy inny taki podobny program partnerski umożliwiał zmianę danych ot tak po prostu na stronie internetowej). Teraz jestem w trakcie załatwiania tej weryfikacji z bankiem – identyfikacja na poczcie była potrzebna jakby podwójnie – na imię i na obywatelstwo – sama kwestia obywatelstwa nie ma większego znaczenia dla większości urzędów, ale akurat banki warto poinformować, bo ma się podobno lepszą zdolność kredytową wtedy, co jest skądinąd zrozumiałe), ale to jeszcze nie wystarczy – zaświadczenie o zmianie imion też chcą :D (więc po jakiego grzyba była w ogóle ta poczta, od razu mogli poprosić o wszystkie skany listem, skoro i tak muszę im tą kopię listem przysłać). Drugi bank (ten akurat mam stacjonarnie – po co mi dwa banki, zapytacie? bo ja oszczędny człowiek jestem i bank musi być darmowy ;) ten pierwszy jest ale trudno tam pieniądze wpłacać /w ogóle się nie da za darmo/ a robię zakupy znajomemu i często zostaję z nadmiarem gotówki, więc jak znalazłem bank też darmowy ale z wpłatomatami, to założyłem drugie konto i nie – nie zamknę pierwszego, bo spodziewam się, że to drugie kiedyś przestanie być darmowe i to wcześniej niż pierwsze i będę musiał je zamknąć ;) ) odwiedziłem więc osobiście. Mówię co jest, pan na to: „O, to tak można?” ;) nawet mu chciałem powiedzieć, że wręcz trzeba ;) ale powiedziałem tylko, że tak, trzeba się zdeklarować i wtedy imiona zmienić można jeśli są nietutejsze. Pisał coś tam, pisał i trochę w tym banku spędziłem, podpisałem znów z milion podpisów (no ok, tylko 3 lub 4), zapytał czy koniecznie chcę zmieniać kartę, bo jak nie muszę, to możemy starą zostawić – jasne, szkoda zasobów środowiska marnować, więc oczywiście zostawić. W moim pierwszym banku też nie będę zamawiał nowej, a chyba automatycznie też nie przyślą.

Co tam jeszcze… w wielu miejscach już zmieniłem, ale w wielu jeszcze muszę zmienić… ubezpieczenia, abonamenty… ale to zdecydowałem zrobić jak już zmienią mi dane w banku – bo jednak zlecenia zapłaty itp… niech to wszystko ma ręce i nogi.
Oczywiście będę chciał kiedyś wyrobić także paszport, ale na razie korona, to szkoda, oszczędźmy termin ważności ;) ale po nowym roku pewnie wyrobię (zwłaszcza jeśli te terminy też są tak odległe jak na dowód…). Jedyne co mnie zdruzgotało, to kiedy się dowiedziałem z internetów, że i tak muszę mieć polski paszport jeśli chcę latać gdzieś z Polski :( Ponieważ dla celników w Polsce jestem obywatelem Polski… no niby ma to sens ale i tak mnie to przybiło bo wiecie, ja sobie wymyśliłem, że nie będę w ogóle polskiego paszportu odnawiał i jaka to będzie oszczędność! XD A tu lipa. No mógłbym np. nie latać z Polski, ale to tym bardziej nie będzie oszczędność, to już chyba wolę zrobić ten paszport jednak ;) Albo zrzec się obywatelstwa polskiego – w sumie wyszłoby najtaniej :D (to drugi raz kiedy mi ten pomysł przyszedł do głowy ;) trzeci to sytuacja z poprzedniej notki, a pierwszego już nie pamiętam ale też było to coś politycznego…). Ale twardy będę, nie miętki, już trudno, wyrobię te dwa paszporty ;)

Koszty:
– zmiana imienia/imion/nazwiska (zawsze tyle samo): 38€
– dowód osobisty: 28,80€
– dowód rejestracyjny: 12€
– (jak na razie) dwa listy: 2×0,80€ ;)

Tyle w kwestiach formalnych. A w emocjonalnych… nie poczułem się jakoś inaczej ;) właściwie odbierając akt nadania obywatelstwa niczego nie poczułem (poza radością, ale nie aż tak dużą jak się kiedyś spodziewałem), dopiero odbierając dowód to bardziej… Ale i tak nic aż tak silnego ;) Z drugiej strony jest to osiągnięty jakiś kolejny duży (jeden z najważniejszych, które sobie wymyśliłem) cel mojego życia – korekta, potem zamieszkanie tutaj, w końcu obywatelstwo… Mam takie poczucie, że coś osiągnąłem, co było dla mnie ważne. A z drugiej strony mam teraz wrażenie, bardziej niż kiedykolwiek, że życie to gra… wymyśliłem sobie cel – zdobycie obywatelstwa i świat się do tego dostosował, z pozytywnym finałem przeszedłem tą grę. A ta zmiana imion to już w ogóle – drobiazg, ale taki do którego jest się jednak jakoś „nakierowanym”. Drobiazg, bo to w moim przypadku tylko kilka liter (w końcu nie miałem na imię „Zdzisław” czy „Władysław” które to imiona chcąc się dopasować musiałbym chyba zmienić całkiem ;) ), a jednak z powodu tych kilku liter multum urzędów, instytucji czy firm musi mnie obsłużyć… I tak się kręci ten świat, i na tym to polega…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

17 lat bloga

Gdzieś tam niepostrzeżenie w zeszłym miesiącu minęło 17 lat od kiedy piszę bloga… Nie każdą rocznicę tu przeżywam, ale ta, choć nie okrągła, to jest wyjątkowo ważna, bo oznacza, że piszę bloga przez połowę mojego życia ;) Już nigdy nie będzie takiej rocznicy, każda kolejna będzie znaczyła, że już piszę przez ponad połowę życia ;) I chociaż teraz pełni on raczej inne funkcje niż kiedyś, to nadal jest to dla mnie ważna rzecz…
Piszę mniej, piszę mniej emocjonalnie, bo wszystko jest dobrze, więc nie mam potrzeby ;) Nie będę też robił teraz jakichś wielkich podsumowań – nie chcę się powtarzać, wszystko tu jest… a do podsumowań przyzwyczaiłem się na koniec każdego roku i wtedy lepiej można ogarnąć co się udało, a co nie. Chcę napisać tylko o kilku moich przemyśleniach z ostatniego czasu. A są one takie, że – tak jak myślałem – wcale się tak bardzo nie zmieniłem. Wiedziałem, że jako „dorosły” nie będę aż tak bardzo inny, nie będę uważał, że młodzież jest głupia i nic nie wie o świecie itp. gadki dorosłych i doświadczonych przez życie co to wszystko już o tym życiu wiedzą ;) Przeciwnie, niektóre rzeczy nawet jeszcze bardziej mnie złoszczą teraz, kiedy widzę że miałem rację. Np. ostatnio zapłaciłem ponad 1000zł za naprawę klimatyzacji w aucie, a i to jeszcze nie wiadomo czy przyniesie to skutek i już będzie ok. Ale oczywiście NIKT nie powie, że to jest pierdoła, wszyscy („dorośli”, hehe ;) ), powiedzą: „no tak tak, samochód, trzeba naprawić, wiadomo, wiadomo”. Ale kiedy byłem dzieckiem, słyszałem: „Nie wydawaj na głupoty!” kiedy chciałem coś kupić za powiedzmy 5zł. Czujecie to?! pięć złotych vs. ponad tysiąc złotych!! Ponad DWIEŚCIE razy tyle i NIKT NIC nie powie? Czy ten świat nie jest szalony? NIGDY W ŻYCIU moje dziecko (jeśli będę je kiedykolwiek miał, to temat na inną notkę do której się zabieram od stycznia) nie usłyszy ode mnie: „nie wydawaj na głupoty”. Bo jakie ma znaczenie to pięć złotych? Skoro „dorośli” wydają tysiąc, a i to często jakby wyrzucili w błoto (niewykluczone, że batonik, plastikowa zabawka czy cokolwiek innego na co poszłoby te 5zł miałoby więcej sensu nawet jeśli zostałoby rzucone w kąt po 3 dniach). No. Tyle chciałem powiedzieć w tym temacie.

Nie zmieniłem się też w tematach innych – chyba wszyscy wiemy co się teraz dzieje w Polsce – z tą chorą ustawą na temat zakazu aborcji w przypadku choroby/wady płodu (swoją drogą co za /autocenzura/ wymyślił, że zakaz akurat w przypadku choroby/wady, a już np. w przypadku kiedy ciąża pochodzi z gwałtu nie? no nie żebym był za zakazem w tym drugim przypadku ale tak jakoś chyba nawet to miałoby więcej sensu; ale co ja tam wiem, ktoś najwyraźniej ma jakieś zapędy sadystyczne – płód zdeformowany, i tak niezdolny do przeżycia ale co tam, niech się rodzi – niech pocierpi, niech przerazi rodziców i położne – wszystko fajnie). Ale nie mam już tyle zapędów do protestów. Aczkolwiek to jest trzeci raz w przeciągu ostatniego miesiąca kiedy przemknęło mi przez myśl, że może jednak zrzeczenie się polskiego obywatelstwa nie byłoby głupim pomysłem (a, bo dostałem obywatelstwo, ale o tym też będzie osobna notka, jak dokumenty pozałatwiam żeby sobie opisać).
Btw. u Tucholskiego na instagramie bardzo dobry tekst:

„Politycy prawicy przez wiele miesięcy straszyli nas, że przyjdzie zła ideologia i odbierze nam wolność poprzez narzucenie niechcianych wartości.

Mieli rację, tylko im się LGBT z kościołem pomyliło.”
(źródło)

– w punkt.

Inna sprawa… ponieważ blog powstał z powodu ts, wkleję sobie wreszcie pewną wypowiedź z forum, już dość starą (sprzed ponad rou chyba, może jeszcze dłużej) tylko jakoś nie mogłem się zebrać… więc na 17 lecie powstania bloga takie nawiązanie do korzeni ;) Ale nie ma w tym nic śmiesznego, wiadomość jest dramatyczna, ale to co mnie w niej uderzyło, to skomentuję za chwilę. To post S. z wątku o rodzicach (reakcja jej matki na wieść o transseksualności dziecka):

„Napisala mi taka wiadomosc:
'Trudno mi nazwac kim jestes, zadaje sobie bez konca to pytanie co czlowiek moze w zyciu zrobic tak strasznego, zeby Bog go az tak ukaral. Klade sie i wstaje kazdego rana, nie wiem po co i dlaczego otwieram oczy, placze, nie chce nigdzie isc ani z nikim rozmawiac. Boli mnie to, ze musze do kogos mowic, odpowiadac na pytania i sie usmiechac. Usmiechac? Usmiech? …. Juz nigdy szczerze nie bede sie usmiechac. Bol rozrywa mi serce. Wszystko to jeden bezsens. Zyje tylko bo wylaczylam myslenie. Musze z tad wyjechac, musze znalesc prace gdzie nie trzeba myslec, gdzie nikt nie bedzie mnie zmuszal do akceptacji czegos czego nigdy nie zakceptuje. Wtedy moze jakos przetrwam do konca . Bol przepelnia mnie kazdego dnia, robie cos I ciagle zadaje sobie pytanie „po co to robisz” nie wiem. Nie wiem po co cokolwiek robie bo mi nic juz nie jest potrzebne, nic mnie juz nie interesuje, niczego nie chce zobaczyc, niczego nie chce wiedziec.Czasami NADZIEJA przebudza mnie z otempienia. Jesli ja trace, trace wszystko, niczego nie chce I niczego nie potrzebuje. Nie chce juz istniec. Kiedys patrzac przed siebie widzialam horyzont, nie konczaca sie przestrzen. Teraz? Patrze przed siebie…. i moj wzrok tak daleko nie siega…. zawiesza sie…..w jakims martwym punkcie…. jestem martwa…. moja dusza jest martwa… moje oczy sa martwie nic juz w nich nie ma… nic juz we mnie nie ma.'”

– tak… bardzo ambiwalentne uczucia jak się coś takiego czyta. Chciałoby się współczuć w cierpieniu… i jednocześnie potrząsnąć i nawrzeszczeć. Faktycznie, Bóg pokarał transseksualnym dzieckiem, i „dlaczego mnie? i po co żyć, nie zaakceptuję… i w ogóle oh jej! I współczujcie mi, MNIE (nie mojemu dziecku), bo no świat mi się zawalił!” No mam taki niesmak. Bo z drugiej strony ta wypowiedź jest genialna, ona jest idealna – właśnie tak dokładnie czują się osoby ts! Całymi latami!! (nie „od trzech tygodni, od kiedy się dowiedziałam”, tylko czasami i trzydzieści lat). Tak więc jeśli coś takiego pisze rodzic, to właśnie ma okazję poczuć się przez chwilę, przez drobny wycinek czasu zanim sobie nie poukłada, tak jak my się czujemy przez całe życie. No i tyle. [Ja wtedy skomentowałem: Piękny opis – tak się właśnie częstokroć czują osoby ts, czasami „od zawsze”, od kiedy tylko są siebie świadome. Możesz jej to właśnie powiedzieć. (a ona od kiedy tak czuje? od kilku tygodni, miesięcy? to i tak „ma lepiej” niż my…).].

Na koniec też już trochę starszy news z jeszcze innej tematyki, ale umieszczę, bo też chcę coś ukazać: „IKEA w Niemczech umożliwiła setkom muzułmanów skorzystanie z parkingu podczas modlitwy. Mogli dzięki temu wspólnie się modlić, zachowując dystans społeczny.”
– czytam taki news i myślę sobie: wow! jakie to miłe! jakie to piękne! jakie to dobre! że Ikea (LUDZIE z Ikei), udostępniła swój parking w tym momencie nieużywany, LUDZIOM żeby mogli się modlić. Świat może być jednak pozytywny! Po czym czytam komentarze pod artykułem i jednak nie. Co jest z tymi ludźmi nie tak, że ja widzę dobroć i coś pozytywnego, a oni upadek cywilizacji?! Jak wszyscy których spotykam są tacy jak ci komentujący to czasem się poważnie zastanawiam jak żyć na takim świecie… Jedynie staram się pocieszać tym, że to może tylko frustraci krzykacze krzyczą najgłośniej, a zwyczajni neutralni ludzie się nie odzywają lub w ogóle nie czytają takich bulwarowych newsów… Miejmy nadzieję.

***
“Szczęście w Twoim życiu zależy od jakości Twoich myśli.”
– Marek Aureliusz

Nadspodziewanie dobrze pasuje mi ten cytat do tej notki.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Zabezpieczone: Norymberga, Buchenwald, Flossenburg i pomniejsze ;) (Schwerin, Lubeka, Gniezno)

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę wpisać hasło:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Zabezpieczone: Dubaj

Treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, proszę wpisać hasło:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wpisz swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Prasówka #3

„Transseksualizm. Opozycjonistka w PRL Ewa Hołuszko opowiada o korekcie płci” – jest spojrzenie na transseksualizm jest mi bardzo bliskie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 2 komentarze

Prasówka #2

Taki artykuł: Fundusz Ziobry finansuje projekt o „przestępstwach pod wpływem ideologii LGBT” – już sam tytuł projektu jest idiotyczny…

„Jak wskazano w uzasadnieniu, celem projektu jest „doprowadzenie do wyeliminowania z polskiej przestrzeni publicznej przypadków łamania praw sumienia ludzi wierzących, którzy cierpią pod wpływem presji nowych lewicowych ideologii”.”

– bez komentarza

„sformułowanie „ideologia LGBT”, które jest używane przez środowiska prawicowe z przedstawicielami rządu na czele, nie ma swojego potwierdzenia w źródłach naukowych ani prawnych”

– no wreszcie ktoś to powiedział!

„Ministerstwo, które poprzez takie projekty stawia osoby wierzące w pozycji prześladowanej mniejszości, a w rzeczywistości prześladowane są osoby ze społeczności LGBT – powiedziała na konferencji prasowej posłanka Anna-Maria Żukowska.”

– no niczym lata ’30 w Trzeciej Rzeszy – naród Niemiecki też był bardzo prześladowany przez Żydów przecież ;)

***

Druga rzecz: „Nielegalny handel hormonami dla LGBT! Wstrząsający reportaż Tygodnika Solidarność jak transseksualiści deprawują polską młodzież” – tajne czaty, grupy trans-aktywistów, nagie zdjęcia XD Śmiechłem bardzo. Ściągnąłem sobie nawet specjalnie aplikację tysol (prawie jak „łysol”, ciekawe czy zbieżność celowa) bo za darmo można ściągnąć numer z tym wstrząsającym reportażem XD Taki wstrząsający reportaż to przecież muszę przeczytać! No i dowiedziałem się z niego, że jstem transaktywistą :D Nigdy tak o sobie nie myślałem, ale autor pisze o grupach (np. tych na Discordzie) jak o grupach dla transaktywistów – więc najwyraźniej wg. niego wszyscy są tam transaktywistami, a nie po prostu ludźmi, którzy szukają pomocy albo zwyczajnie chcą poczytać/pogadać. Cóż dalej? Oczywiście nadinterpretacje, wyrywanie zdań z kontekstu i wypowiedzi jednej tylko użytkowniczki tak przedstawione jakby były zdaniem wszystkich…

„Czym młodsze ciało, tym podatniejsze na hormony.”

– brzmi kontrowersyjnie? A chodzi wyłącznie o to, że po młodszej osobie będzie szybciej/lepiej widać efekty.

„Niektórzy uczestnicy czatów przyznają się otwarcie do okłamywania lekarzy co do własnych objawów, co wskazywałoby na stosowanie hormonalnej terapii zastępczej dla zabawy bądź z chęci eksperymentowania z własnym organizmem czy też chęci przystąpienia do danej grupy społecznej zapewniającej akceptację i poczucie przynależności.”

– LOL. Cóż to za domorosła psychologia? Ludzie okłamują lekarzy ze strachu. Albo dlatego że „wiedzą lepiej” ile hormonów powinni brać. (Tego drugiego nie popieram). Poza tym jakby autor naprawdę poznał grupy dla osób ts, to by wiedział że nie zapewniają akceptacji i poczucia przynależności – wręcz przeciwnie, często ludzie robią dramy na forum, że tego nie dostali :P

To jest tyle jeśli chodzi o ten „wstrząsający” artykuł. Naprawdę, artykuł jest dość krótki. Gdzie jest ten wstrząs to ja nie wiem, w osobie jednej Wiktorii? Która no owszem, głupoty wypisuje w dużej mierze ale tam są wypowiedzi tylko jej. I kogoś innego, kto w ogóle nie w Polsce się leczy i też nie napisał nic ponad to, że chętnie by pojechał do Tajlandii, gdzie hormony są dostępne bez recepty. Właśnie – są dostępne bez recepty w wielu krajach, i co? Jakoś ludzie tam jeszcze żyją ;) No naprawdę, robić sensację z tego, że ktoś napisał o hormonach dostępnych bez recepty, w krajach w których są one dostępne bez recepty… gdzie tu łamanie prawa? To ma być dziennikarstwo? Dla mnie to jest żenada. Ale faktycznie na coś mi ten artykuł otworzył oczy – jak bardzo można zmanipulować czytelników, często o tym zapominam.
Kolejny artykuł, zaraz za tym pierwszym, to rozmowa z psychologiem Agatą Borowiecką, który nie jest nawet taki głupi i ogólnie można się z nim zgodzić. Więc przynajmniej to ratuje jakoś tą wątpliwą publikację.

***

A tymczasem w Niemczech: „Pastor jest teraz Pastorką” – ale nie chodzi mi nawet o cały materiał, około 20 minuty bohaterka opowiada, że ktoś jej zarzuca że „złamała reguły gry”, a chodzi o to, że swojej partnerce oświadczyła się w szkole (gdzie ta partnerka chyba pracuje jak można wywnioskować), a ona tam żali się czy regułą jest, że nie można iść do szkoły i oświadczyć się kochanej kobiecie? Noo ja tak myślę sobie, że jakby w Polsce kobieta oświadczyła się swojej partnerce w szkole, to byłby to skandal na cały kraj XD A może nawet „złamanie praw sumienia ludzi wierzących” XD

***

Jeszcze taka ciekawostka:
The Matrix trilogy is a transgender allegory, says co-director Lilly Wachowski – ale wiadomo: wstrętne transy sieją swoją propagandę w mediach ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz