Znowu zaczynają robić mi się zaległości, więc czas już opisać tą relację zanim całkiem zapomnę ;) Relacja z tej wycieczki będzie nieco inna, bo nie byłem sam – akurat mama u mnie była i pojechaliśmy razem. Z tego względu nastawiałem się na podróż samochodem – tak miało być i taki był plan. Lecz mój samochód niedomagał… nie mogłem nim jechać, byłoby to może zbyt ryzykowne. Trochę mnie to zirytowało, no bo dwie osoby i Flixbus, to podwójny koszt… ale finalnie, serio, nie wyszło dużo drożej (i pisząc „niedużo” mam naprawdę na myśli kwotę rzędu ze 30€, bo samochód to nie tylko paliwo ale i parkingi, winiety itp…) o stresie już nie mówiąc, przynajmniej się tym parkowaniem i prowadzeniem nie musiałem męczyć ;) Choć fakt – gdybym był samochodem, pewne rzeczy zaplanowałbym inaczej… ale to jak zawsze coś za coś. W ogóle to tak naprawdę planowałem Genewę – Annecy – Montreux ale to ostatnie miasto okazało się za drogie, a przede wszystkim logistycznie utrudnione bez samochodu, więc cóż… tam też kiedyś jeszcze muszę zajechać ;) Teraz przejdźmy do relacji
Odjazd był w sobotę 24.05, dwie przesiadki (w Hannoverze i Dortmundzie, chyba, bo już nie pamiętam :P ), dojazd na miejsce, to znaczy do Genewy, w niedzielę 25.05 rano. Do hotelu z przystanku było blisko (sam hotel – Les Arcades – na wprost dworca głównego, bardzo dobra lokalizacja, no ale przystanek Flixbusa był w trochę innym miejscu), więc poszliśmy zostawić bagaże. Darmowe bilety na komunikację miejską na czas pobytu, przyszły już chyba wcześniej mailem :) Potem spacer nad jezioro Genewskie i po mieście więc największa w Europie fontanna, Park Bastionów, Mur Reformacji, najdłuższa drewniana ławka na świecie ;) Hmm, gdzieś tam też jeździliśmy czymś, tramwajem, autobusem… np. pod siedzibę ONZ. To wszystko nie było aż tak daleko od siebie ale skoro już były te darmowe bilety… Odwiedziliśmy też Muzeum Czerwonego Krzyża. W hotelu pierwsza nieprzyjemna niespodzianka: kontakty… znaczy niby normalne, europejskie, ale wyłącznie wąskie! Więc telefon naładujesz, ale mój podróżny komputer ma szeroką wtyczkę zasilacza! :( Więc za długo sobie na nim nie posiedziałem… Kolacja w Burger King, który był bardzo blisko, bo koło dworca, więc można było wziąć żarcie do hotelu zanim wystygnie ;) wziąłem coś, czego nie ma w Niemczech czyli Veggie Falafel Burger (tak szczerze, to nie powalił :D wolę zwykłe plant based jednak, no ale przynajmniej spróbowałem czegoś nowego i mogłem się przekonać).
26.05 – poniedziałek – na ten dzień zaplanowałem zwiedzić CERN. To znaczy wiedziałem, że niestety w poniedziałki jest zamknięty, ale chciałem chociaż zobaczyć teren i tak też się stało (nawet się przeszliśmy potem na granicę z Francją, bo to kilka kroków :D ). Oczywiście CERN zamierzam zwiedzić kiedyś na pewno, więc cóż – muszę tam wrócić ;) Już same tablice tam były mega ciekawe… i znowu ta myśl: naukowcy robią takie ciekawe rzeczy, a co ja robię ze swoim życiem?! ;) Potem powrót do miasta i wejście na wieżę widokową – z kościoła św. Piotra – 12 franków zapłaciłem za dwie osoby, więc bilet normalny to chyba było 7CHF, a senior 5CHF… także trochę ta przyjemność kosztuje. Widokówki też jakieś drogie – 3 franki za 2 zapłaciłem… Wieczorem wróciliśmy do hotelu po bagaże i w drogę dalej: do Annecy! Również Flixbusem i nie było to daleko. W Annecy wynajęty mieliśmy apartament… znaczy w sumie po prostu jakby mieszkanie w budynku z innymi mieszkaniami prywatnymi (pokój, kuchnia, łazienka i balkon) – Studio cosy proche du lac – tam jednak już po przybyciu pojawił się problem… no bo klucze są w skrytce przy domofonie ale skrytka wyjątkowo oporna była :D Jakaś dziewczyna tam mieszkająca w końcu pomogła nam i w ogóle niespodzianka – mówiła bardzo dobrze po angielsku, co jak się okazuje, także nawet we francuskojęzycznej części Szwajcarii nie jest aż takie pewne (choć tam o to i tak łatwiej niż we Francji…), z samym tym „hotelem” jak mi potem przyszło korespondować, to ja po angielsku, oni po francusku :D Ani jednego zdania mi po angielsku nie napisali… ale nic, w dzisiejszych czasach to i tak wszystko jedno, bo translator i jedziesz. No wracając do tej dziewczyny – pytała skąd jesteśmy, ja mówię, że z Niemiec, a ona na to że o, w Monachium mieszkała przez pół roku na studiach, także miło. W mieszkaniu były normalne kontakty :D niestety okazało się, że internet nie działa. Właściciele nie dopilnowali i coś się wysypało. I cóż z tego, że dostałem się do ustawień routera, jak nie wiedziałem co dalej. Btw. gość to raczej nie powinien móc wchodzić w ustawienia routera :P kto wie, może nawet ktoś z poprzednich gości coś popsuł, ale to też właścicieli wina, że nie zadbali o to lepiej. Także choć laptopa mogłem naładować i np. obejrzeć sobie film, to z kolei z internetem lipa, chooociaż potem podrążyłem i okazało się, że mama może jednak ze swojego pakietu mobilnego z Orange w UE darmowo korzystać, a pakiet ma wcale niemały, więc potem tylko mówiłem: „proszę mi udostępnić internet” i tak długo jak trzymaliśmy się blisko, mogłem sobie korzystać za darmo :P Późnym wieczorem mieliśmy wyjść coś zjeść ale potem już nam się nie chciało, więc były tylko przekąski wcześniej w Carrefour kupione ;)
27.05 – wtorek – spacer po mieście, gdzie akurat targ był, i nad jezioro itp. Po południu poszliśmy pod Bazylikę Nawiedzenia (Basilique de la Visitation), tam też było bardzo ładnie, a potem powrót nad jezioro. Tego dnia kolacja we francuskim Burger Kingu ;) gdyż też nie było to aż tak daleko od kwatery. Nie pamiętam co tam jedliśmy, ale było to smaczne :D
28.05 – środa – na ten dzień zaplanowałem wędrówkę w naturze, a mianowicie na punkty widokowe wzdłuż jeziora, na wzniesienia (czy już może nawet nazwać to górą) koło niego. Zaszliśmy aż pod Le Cret i nawet mama dawała radę ;) Widoki piękne, no ale nie tylko tam ;) Po południu pogoda się popsuła i zaczęło padać, ale nie zmokliśmy jakoś tragicznie, bo już i tak byliśmy w drodze powrotnej (a też i nie padało tak mocno). Wieczorem wypad po pizzę do niedalekiej pizzerii, bo była dosyć polecana, a na pewno jedna z najtańszych tam ;) W sumie nie pamiętam jej jakoś szczególnie ale nie była zła.
29.05 – czwartek – tego dnia rano odjazd do Lozanny (nadal Flixbus, to było prostsze niż jakieś inne środki transportu). Tu również dostaje się darmowe bilety na komunikację miejską ale do hotelu też znowu poszliśmy na pieszo, głównie dlatego że i tak mieliśmy czas… W hotelu chciałem po prostu zostawić bagaże w przechowalni, ale miły pan zaproponował, że jak się zapiszę do klubu Marriott, to będziemy mogli już teraz pójść do pokoju, a to członkostwo nic nie kosztuje, więc należę teraz do klubu Marriott :D Aha, hotel Moxy – to jakiś budżetowy odpowiednik Marriotta ale piękny był… najładniejszy hotel z tych trzech. Noo tylko że problem ten sam co w Genewie – kontakty :/ No nic, przynajmniej mogliśmy się odświeżyć i dopiero ruszyliśmy w miasto. Trochę na pieszo, trochę komunikacją. Kolejny punkt widokowy – wieża katedry Notre Dame w Lozannie i ludzie… to był najładniejszy widok z całej wycieczki! :) A jeszcze wyszło tak, że… ja oczywiście uzbrojony w moją wspaniałą, kochaną kartę kredytową w ogóle nie zadałem sobie trudu zdobycia franków szwajcarskich, bo po co, uznałem że karta wystarczy i w sumie wystarczyła :P No ale w katedrze chcę kupić bilety (chyba 3CHF normalny, 2CHF senior, do tego jeszcze promocja 3 widokówki za 1CHF), a tam im czytnik nie działa… Nie byłem jednak jedynym z tym problemem, więc pani powiedziała, żebyśmy poszli na wieżę, zapłacimy wychodząc. No to poszliśmy, a wychodząc okazało się, że nadal nie działa i powiedzieli, że z tego powodu mamy za darmo – miło (no ale też jaką mieli alternatywę? :D no w sumie mogli skasować w euro…). O widokówkach zapomniałem, oni chyba też, więc też zgarnąłem je za darmo :D (no ale miałem i w sumie nadal mam w planach przelać im tam jakąś darowiznę w ramach podziękowania ;) ). Popołudnie spędziliśmy w parkach i nad jeziorem – a tam znowu ten sam problem co wszędzie – taki ogrom ludzi że aż się smutno robi, wyglądają jak mszyce na łodydze – o, to dobre porównanie. Serio, serio, całe nadbrzeże obklejone ludźmi :/ Wieczorem mieliśmy odwiedzić McDonald’s zaraz koło hotelu, ale też nam się nie chciało. Za to zeszliśmy na dół, bo przy zameldowaniu dostaliśmy kupony na darmowy napój – można było wybrać herbatę czy kawę, piwo, wino albo koktajl – także bezalkoholowy, podobno specjalność hotelu ;) więc wybraliśmy właśnie te koktajle bezalkoholowe, dobre no ale no, to po prostu słodki napój.
30.05 – piątek – tym razem bagaż zostawiłem w skrytce hotelowej, znaczy to taka na szyfr, co w sumie jest nawet fajniejsze niż taka, gdzie trzeba angażować jakoś obsługę hotelu by potem walizkę odebrać. Ruszyliśmy na taką wieżę widokową, która jest nieco dalej od centrum (więc komunikacja miejska bardzo się przydała), widok też był bardzo ładny ale jednak tego z katedry nie przebija ;) Potem parczek i tak jakoś dzień zleciał… Wieczorem Flixbus w drogę powrotną (i tym razem pojechaliśmy na przystanek autobusem). Pierwsza przesiadka była w Lyonie i tam też zjedliśmy kolację w McDonald’s – wahałem się, bo jednak wolę vege (ale Burger King był za daleko) ale okazało się, że jest i vege! I to wrapy! I były pyszne!! Tego nie ma w Niemczech w Macu, ubolewam bardzo :( (bo ostatni nie-vege wrap jakiego jadłem, obrzydził mnie bardzo i już nie zamierzam tego powtarzać :P także w Niemczech wrapy pozostało mi jeść tylko w KFC, bo tam są vege). Tak więc dobrze, że poszliśmy akurat tam :) Btw. jak ktoś je na miejscu, to bierze numerek i czeka aż mu przyniosą. Myśmy nie wzięli, bo uważam to za zbędny dodatek, przecież mogę z tą tacą sam se pójść do stolika, nawet jeśli jest na piętrze, ale kelner był tym chyba tak zdziwiony (że ktoś mógł nie wziąć tego numerka), że i tak nam nie dał tacy, tylko kazał wybrać sobie miejsce i zaniósł :D w dodatku jedzenie na miejscu dają w opakowaniach plastikowych czyli wielokrotnego użytku – to też super. Druga przesiadka była w Düsseldorfie, ale to już 31.05 ;) Tego też dnia wróciliśmy do domu.
Teraz kilka zdjęć z każdego miejsca:
Genewa:




Annecy:






Lozanna:






Wnioski z wycieczki mam dwa (a właściwie trzy):
1.) Lozanna mnie zaskoczyła, tak trochę wybrana aby coś jeszcze było skoro nie Montroux, a okazała się tego warta :) ten widok z katedry…!
2.) Podjąłem decyzję, że coś z tym laptopem trzeba zrobić… bo coś mi świtało, że chyba można by go ładować ładowarką uniwersalną, to jeszcze na wycieczce zacząłem googlować i tak – można, musi być tylko odpowiednio silna, porządny kabel, a dodatkowo laptop potrzebuje przejściówki do kabla na USB, ale są takie, wystarczy kupić i nawet stary laptop może tak śmigać. Kupiłem wszystko i działa (choć ładowarka kosztowała 50€…). Więc mam nadzieję, że już nigdy więcej nie będę miał takich niespodzianek ;)
A trzeci wniosek jest taki że hmm… to jednak zupełnie inny klimat wyjazdu, kiedy nie jestem sam. Znaczy ja nie narzekam, z mamą się (przynajmniej na wyjazdach :D ) nadal dobrze potrafimy zgrać ;) i nie będąc sam, mogę sobie swobodniej spać np. we Flixbusie… ale jednak samotne wyjazdy mają ten klimat, od którego chyba się uzależniłem :P
Czas na podsumowanie wydatków… tym razem nie będzie ono tak proste, bo łatwiej jest to policzyć gdy się jedzie samemu ;) Teraz to nie wiem, podliczyć wszystko i podzielić na pół? też się nie da, bo choćby ceny biletów nie byly równe, a inne wydatki też nie rozkładają się na 2 osoby, nie mówiąc już o hotelu gdzie jedna osoba nie zapłaciłaby o połowę taniej… Poza tym Flixbusy na dwie osoby były nieco tańsze niż na jedną, chociaż to akurat grosze… No ale jakoś podliczyć muszę, więc:
1. Flixbus: -> Genewa: 145,93€
2. Flixbus: Genewa -> Annecy: 11,97€
3. Flixbus: Annecy -> Lozanna: 22,97€
4. Flixbus: Lozanna -> dom: 132,93€
łącznie: 313,80€
1. Hotel Genewa: 107,26 + 8,22€ = 115,48€
2. Hotel Annecy: 223,82€
3. Hotel Lozanna: 128,05€ + 11,78€ (119CHF + 11CHF) = 139,83€
łącznie: 479,13€
bilety wstępów, widokówki..: 41,96€ + 4,23€ = 46,19€
reszta: 153,92€
Reszta szczegółowo (rozwiń/zwiń):
(tym razem znów mam ochotę na rozpisanie dzień, po dniu ;) )
24.05
– Dortmund KFC: 12,97€
25.05
– czekolady: 6,90CHF = 7,42€
– Muzeum Czerwonego Krzyża: 27CHF = 29,05€
– Burger King: 24,01€
26.05
– widokówki: 3CHF = 3,23€
– zakupy w Carrefour: 7,16€
– wieża widokowa Genewa: 12CHF = 12,91€
27.05
– piekarnia: 7,60€
– zakupy Lidl: 5,50€
– Burger King: 18,90€
28.05
– widokówki 2szt. – 1€
– lody: 7€
– zakupy supermarket Fanprix: 6,40€
– pizze (2szt.): 20€
29.05
– Lozanna – supermarket Coop: 6,10CHF = 6,53€
30.05
– zakupy Lidl – 8,70CHF = 9,33€
– Lyon – McDonald’s – 21,10€
wszystko, wszystko łącznie: 993,04€
Ile zapłaciłbym jadąc sam? Nie wiem, obstawiam, że 700 i tak bym wydał, a może nawet więcej…
Dark TT
Twenty Ten