Bildungsurlaub 2025

Tym razem zachciałem sobie mieć ten „urlop edukacyjny” w ciepłej porze roku, poza tym temat miał być o miejscach zbrodni nazistowskich na terenie miasta i miały być spacery… ale niestety nie było dość chętnych (no jak może nie być dość chętnych na taką tematykę?! :( ) i zaledwie niecały miesiąc wcześniej dowiedziałem się, że muszę wybrać coś innego. Może jakbym był akurat w pracy, to wolałbym całkiem zmienić termin, ale że akurat też byłem na urlopie (zwykłym, rocznym), to zmiana terminu byłaby zbyt skomplikowana i wybrałem jednak coś innego… I ten wybór też nie był łatwy, bo mój drugi wybór w tym samym terminie – czyli malowanie, też już było zajęte. Trzeci – fotografia – też (i nie udało się wcisnąć na żadne z nich). Wolne było jeszcze Morze wattowe, Adobe Premiere Pro CC z podstawami edycji wideo i Holistyczna promocja zdrowia z Ajurwedą. Po długim namyśle stwierdziłem, że morze wattowe to fajna wycieczka, ale mało dla siebie na stałe, nauczyć się edycji wideo to fajna umiejętność ale może być za dużo presji (dla mnie), więc… wybrałem ajurwedę mając na dzieję na trochę relaksu, może medytacji i podstawy jogi… i było super! :) To taka niespodzianka – niespodziewanie tam trafiłem i niespodziewanie tak mi się podobało, że mój „urlop edukacyjny” chyba nie mógłby być lepszy :P Tak jak i poprzednio, opiszę sobie dzień po dniu:

25.08
Poprzedniego wieczora jakiś taki podenerwowany byłem, bo nie wiedziałem czy trafię itp., ale trafiłem punktualnie, no i uznałem że jest całkiem fajnie już od początku ;) Osób było chyba 12, w tym dwóch innych facetów! – tego się nie spodziewałem jakoś :D Byliśmy na takiej sali gimnastycznej, na matach, można siedzieć, można leżeć, także wygodnie :D Dużo ćwiczeń oddechowych, bałem się że zasnę, tak mało spałem w nocy, ale nie, fajnie, przyjemnie było ale nie zasypiałem. Przedstawialiśmy się (to jak zwykle na początku) prowadzący – nauczyciel (w zaawansowanym wieku, a jednak jeszcze sprawny i chętny robić takie zajęcia!) opowiadał o doszach, robiliśmy test (ale musiałbym sobie i tak prywatnie powtórzyć może po polsku :P z resztą mówił, że należy go wykonywać wielokrotnie, bo to się zmienia), pokazywał jak ocenić po swoim pulsie, którą doszą jesteśmy (pierwszy raz w życiu udało mi się wyczuć swój puls – nigdy nie wiedziałem jak to zrobić :D ). Ogólnie rzeczywiście było powolnie (mój znajomy tego nauczyciela zna z kursów jogi i już mnie „ostrzegł” jak będzie :D ) ale bez stresu, no mi się bardzo podobało, bo rzeczywiście sprzyja to takiemu zwolnieniu. Jak na razie „urlop” bardzo fajny, faktycznie jak urlop, może tak miało być że miałem na to iść właśnie :P Zaproponował też krótkie przerwy (bez długich), żebyśmy wcześniej skończyli (ale to chyba też standard na Bildungsurlaub tylko tutaj nie pytał czy chcemy, tylko zaproponował i dopiero zapytał czy nikt nie ma nic przeciwko – i dobrze :P ), skończyliśmy już o 15:30 (czy nawet trochę wcześniej), bo dzisiaj miało być 11:00-16:00, a od jutra do piątku już 9:00-14:00, może też skończymy wcześniej ;) Jeszcze mówił że gdyby komuś się nie podobało co tutaj robimy to ma mówić, bo inaczej ciało się stresuje i to nie jest zgodne z ajurwedą ;) no i fajnie, że jest taki respekt, ale nie miało się co nie podobać. Kolejnego dnia kazał wejść do budynku obok, po schodach na górę i mieliśmy rozmawiać o ziołach, w środę zioła w plenerze oglądać, w czwartek rozmawiać o żywności i diecie, a w piątek… nie pamiętam ;)

26.08
Tego dnia siedzieliśmy na krzesłach, w salce budynku obok, więc może mniej trochę ćwiczeń medytacyjnych było (chociaż były też, w sumie jest to fajnie podzielone, że jest ćwiczenie, potem opowiada coś tam, potem znów ćwiczenie, znów opowiada – tak na przemian :) ), opowiadał o przyprawach, o tym wszystkim co się używa na co, dostaliśmy po kawałku korzenia kurkumy do posadzenia (można sobie posadzić i hodować, ładny kwiat z tego rośnie ale podobno ciężki w uprawie – to doczytałem potem w internecie :P ale jak już dostałem ten korzeń, to posadziłem (spojler: i nawet rośnie!), dostaliśmy po 3 listki neem (chyba :D ) żeby sobie zaparzyć do wypicia (co też uczyniłem – niedobre :D jak woda z suchymi liśćmi :D), no i co tam jeszcze… mieliśmy opowiedzieć o jakimś przyjemnym przeżyciu ostatnim (to opowiedziałem, że dla mnie jest przyjemne leżenie na plaży albo na wodzie :P ). I ogólnie to zauważyłem, że te… no może nie medytacje ale ćwiczenia oddechowe (a może trochę medytacje :P ), które robimy z wydawaniem dźwięków (no powiedzmy takim mruczeniem sylab, nie wiem jak to fachowo nazwać :D (chodzi o to, że podobno te różne dźwięki jak „Humm” powodują różne wibracje w ciele i masują poszczególne organy) – po to są niby by masować, ja tam nie wiem czy czuję żeby moje organy były wymasowane ;) ale za to zauważyłem, że to skupianie się na mruczeniu ich na wydechu powoduje, że nie rozpraszają mnie inne myśli, więc fajnie się przydaje do medytacji :) Skończyliśmy już o 13:00, więc też fajnie.

27.08
Dzisiaj mieliśmy taką dłuższą medytację z recytowaniem mantr, potem jeszcze chwilę rozmawialiśmy o pozytywnym nastawieniu do życia, a potem przyszła taka babka na zastępstwo (bo prowadzący został zaproszony na odbiór jakichśtam nagród kogośtam) i poszliśmy do parku rododendronów oglądać te różne zioła i rośliny użyteczne – faktycznie są one tam w tych ogródkach ale nigdy nie zwracałem uwagi, że ich tam jest tak dużo :P I nie wiedziałem, że one w sumie wszystkie pachną jak potrzeć choćby listka – także to najważniejsze odkrycia z dzisiaj :D (są nawet 3 roślinki które śmiesznie pachną i nazywają się potocznie jakoś w stylu: „Gumisiowe drzewko” – po potarciu pachnie jak żelki/gumisie :D „Drzewko guma do żucia” – pachnie jak miętowa guma i „drzewko coca-cola” – noo powiedzmy że pachnie trochę jak coca cola :D Do sali już nie wracaliśmy, i w sumie już o 12:00 byliśmy wolni (także naprawdę fajny urlop :P ). Myślałem nawet czy nie pojechać nad jezioro jeszcze raz, było naprawdę gorąco przed południem, ale potem się jednak trochę zachmurzyło i chyba nawet kropiło, więc spędziłem dzień na balkonie na huśtawce, trochę się zdrzemnąłem, trochę poczytałem i też było bardzo miło :P A na jutro mamy przynieść 2 ręczniki, jakiś olejek do masażu lub jakikolwiek olej i jakiś zapach który lubimy, będziemy poznawać ajurwedyjski masaż.

28.08
Dzisiaj rozmawialiśmy o żywności no i pokazywał nam te masaże (tzn. to takie jakie samemu sobie możemy robić, głównie takie poklepywanie ciała, no chociaż trochę masażu też, no i ze szczególnym uwzględnieniem masażu stóp, mam nadzieję, że zapamiętam bo było to przyjemne :P ), w ajurwedzie jest też pewien masaż całego ciała, ale to już musi zrobić ktoś i robi się to bez ubrania, więc wiadomo że takiego czegoś nie byłoby na takim kursie :P Pomiędzy tym oczywiście te medytacje z mantrami – także nadal fajnie :) Szybko leci tam czas… Co do jutra to pytał: „co będziemy robić jutro?” :D i mogliśmy sami zaproponować, mamy chyba znów iść do parku ale może do budynku tam… nie wiem, nie zrozumiałem dokładnie a może się akurat zamyśliłem jak o tym mówili :D

29.08
Codziennie po drodze (a jeździłem rowerem, każdego dnia!) mijałem taką jedną piekarnię, a właściwie budkę z pieczywem (ale budka była chyba dlatego, że w budynku remont) i tak sobie postanowiłem że raz tam coś kupię na śniadanie :P tak więc dzisiaj nie jadłem w domu tylko kupiłem sobie tam – Quarktasche (ale z innego ciasta niż supermarketowe) i to zjadłem na śniadanie – bardzo smaczne ;) I dwa małe rogaliki – wszystko razem 4,25€ – jak to w piekarni :P Zajęcia zaczęliśmy od ćwiczeń oddechowych/medytacji z mantrami, dostaliśmy zaświadczenia i poszliśmy do parku rododendronów. Tam mieliśmy wejść do budynku do sali „Friedens-Buddha” (to tego wczoraj nie zrozumiałem :P ), to jest taka część ze statuetką Buddy, wstęp jest tam za darmo (ale trzeba wziąć bilet przy kasie), porobiłem kilka zdjęć. Ten posąg to jest prezent czternastego Dalai Lamy dla Europy – jest takich 5, na każdym kontynencie po jednym, a ten dla Europy trafił akurat tutaj – fajnie, nie wiedziałem nawet że coś tak rzadkiego tu jest ;) W parku jeszcze też robiliśmy jedno ćwiczenie oddechowe, w sumie wszystko razem też tak do około 13:00 potrwało.

Relacja moja jest dosyć chaotyczna ;) ale częściowo na bieżąco pisana i… czuję że tak powinno zostać ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.